COVID19 – i co dalej?

Bardzo nie lubię komentować rzeczywistości i stosunkowo rzadko na blogu dziele się swoimi prywatnymi opiniami. Staram się zachować formę głównie poradnikową. W moich wyobrażeniach blog GeekWork ma przede wszystkim pomagać, ma uczyć myślenia samodzielnego.

W ciągu ostatnich kilku lat mam poczucie, że nauczyłem się dużo pokory. Zaczęło się od nauki języka migowego, kiedy okazało się, że nie jest sztuką używanie trudnych słów, które szybko tracą na znaczeniu kiedy drugiej stronie brakuje kontekstu. Podróżowanie do Azji w szczególności do Tajlandii dało mi obraz innego świata i perspektywy na posiadanie rzeczy. Czytanie natomiast nauczyło mnie, że prawdopodobnie nie wystarczy mi życia, aby mieć czelność nazywania siebie samego ekspertem w jakiejkolwiek dziedzinie. Jeszcze kilka lat temu wygłaszałbym opinię „że jeśli jesteś tylko 1% lepszy już możesz zacząć kogoś uczyć”.

Moim zdaniem pandemia COVID-19 bardzo dużo zmienia na świecie. Na koniec kwietnia Bill Gates opublikował na swoim blogu artykuł, w którym nazywa ją „pierwszą, nowożytną pandemią”

Podobny wpis:
Od zera do freelancera – zacznij zarabiać 1000 zł miesięcznie przez internet

 

I choć ma coś lekko innego na myśli niż ja w tym artykule bardzo polecam ten wpis. 

Jakby nie było – świat już nigdy nie będzie taki sam.

Chcę pobawić się w futurystę i zabawić się w przewidywanie przyszłości. Głównie dlatego, że (chyba jak większość ludzi) aktualna sytuacja mocno zajmuje moją uwagę. Pisząc ten artykuł miałem na celu przede wszystkim zebranie i usystematyzowanie tych przemyśleń. Jeśli masz ochotę – zapraszam Cię do dyskusji. Ale równocześnie…. Nie traktuj mnie bardzo serio 🙂 To bardziej zabawa i prywatna opinia niż godna zaufania opinia eksperta.

Zacznę od:

Jak COVID-19 wpłynął na mnie?

To złożony temat, który staram się oceniać dosyć obiektywnie. Najpierw konkrety, potem przemyślenia luźne.

Przede wszystkim na co dzień poza blogiem prowadzę firmę – outspace – gdzie od kilku lat zajmujemy się marketingiem głównie specjalizując się w promocji restauracji. Mniej więcej na początku 2018 roku dołączyła do mojej spółki wspólniczka – Agata. Firma rosła i rozwijała się ale gdzieś od drugiej połowy 2019 roku układ z Agatą coraz mniej nam pasował. Zaczęły się różne problemy, nieporozumienia i złudne oczekiwania wobec siebie. Niestety był to też okres kiedy moim zdaniem urośliśmy trochę za szybko w skutek czego pojawiło się też pewne niezadowolenie ze strony pojedynczych klientów.

Piszę o tym, ponieważ ostatecznym testem naszej współpracy w tym kształcie był mój ponad 2 miesięczny wyjazd do Tajlandii na przełomie grudnia i stycznia 2020 roku. Niestety musiałem podjąć brutalną decyzję o zakończeniu współpracy z Agatą, co było dla mnie osobiście bardzo trudne emocjonalnie, choć starałem się tego nie pokazywać na zewnątrz.

Cieszy mnie fakt, że całość mimo wszystko przebiegła płynnie – wspólnie doszliśmy do porozumienia, jak skończymy naszą współpracę w taki sposób, aby satysfakcjonowało to obie strony.

Luty upłynął pod kątem optymalizacji i ogarnięcia procesów, które przez kilka miesięcy były zaniedbane. Uznałem, że cofam się dwa kroki i rezygnuję z wszystkiego, co tylko mogę wyciąć – wszystkie wydatki eliminuję do zera i wracam do formy firmy, która zawsze mi się podobała. Lubię określenie „zwinna firma”. Przez te miesiące współpracy zaczęliśmy za bardzo przypominać klasyczną firmę i zaczęliśmy obrastać – w biuro, zobowiązania, rzeczy i różne wydatki. Dziś mógłbym udawać, że „wiedziałem jak to się skończy”, ale będą szczerym miałem więcej szczęścia niż rozumu 🙂

Dokładnie w tym samym ruszyliśmy z nowymi reklamami w poszukiwaniu nowych klientów.

Czułem ogromny przypływ pozytywnych emocji – zamknąłem pewien rozdział, mogłem otworzyć kolejny. Po spłacie Agaty czułem, że mogę podkręcić obroty i ruszyć do przodu.

Dokładnie w tym momencie ogłoszono lockdown.

Początkowo nie do końca wiadomo było czego się spodziewać. Jak będzie wyglądała rzeczywistość?

Zaczęło się, od „zamrożenia”. Wszyscy klienci z którymi rozmawiałem w sprawie współpracy stwierdzili, że muszą poczekać co się będzie działo dalej.

Specjalizacja jest super. Chyba, że branża w której się specjalizujesz przestaje z dnia na dzień istnieć.

Bardzo cieszyła mnie moja branża. Mocno weszliśmy w temat, widzieliśmy jak nasze działania pomagają restauratorom. Aż tu nagle… Z dnia na dzień wszystkie restauracje, z którymi pracowaliśmy zostały zamknięte. Z dnia na dzień ich obroty spadły praktycznie do zera. Oczywiście w ramach dywersyfikacji portfela mamy też kilku klientów z innych branż – ale również ich zamknięto!

Niestety sprawdziło się powiedzonko, że „w razie kryzysu pierwszy odcina się marketing”. I choć w kilku przypadkach mocna promocja jedzenia na wynos pozwoliła naszym klientom przetrwać, to część już ogłosiła upadłość. Kilku kolejnych jeszcze nie wie czy da radę stanąć na nogi. W ciągu dosłownie kilku dni moja firma straciła ok. 90% przychodów.

W praktyce natomiast oznacza to stratę ponad 100 000 zł.

Równocześnie czułem sporą presję – zatrudniam ludzi i czuję się za nich odpowiedzialny. Podobnie jak za swoją rodzinę.

Przetrwaliśmy najgorsze chwile i spokojnie jako outspace będziemy działali dalej. 

Od kilku lat wypłacałem sobie mniejsze wynagrodzenie niż bym mógł. Każdego miesiąca starałem się zarówno w finansach osobistych jak i firmowych budować tzw. poduszkę bezpieczeństwa. To właśnie w tej sytuacji musiałem z niej skorzystać. Więcej dowiesz się w tym artykule. I dobrze! Właśnie po to ona była.

Dlaczego Ci o tym opowiadam? Ponieważ:

COVID-19 pokazał w jakiej formie są małe przedsiębiorstwa

I tutaj zaczynamy właśnie zabawę w przewidywanie przyszłości.

Byłem przygotowany na kryzys choć nie wiedziałem kiedy i w jakiej formie nadejdzie. Spodziewałem się wszystkiego co nieprzewidywalne (choć brzmi to paradoksalnie). Odpowiednia wielkość poduszki finansowej gwarantowała, że nawet bez zupełnie żadnych wpływów przetrwamy od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy. Równocześnie dzięki optymalizacji, którą zdążyłem zrobić ZARAZ PRZED lockdownem wydłużyła jeszcze ten okres. A równocześnie część klientów wciąż z nami współpracowała i płaciła za nasze usługi.

Ale patrząc na rynek firm w Polsce wydaje mi się, że jako firma byliśmy w wyjątkowej sytuacji. Już mniej więcej 3 tygodnie od lockdownu box crossfitowy, gdzie chodziłem na zajęcia, ogłosił upadłość. W następnych tygodniach widziałem wiele próśb od różnych biznesów o wsparcie finansowe. Teraz kiedy kurz po bitwie powoli opada, a gospodarka się rozmraża widać to jeszcze mocniej. Na każdym rogu spotykam się z informacjami w stylu „nie daliśmy rady”, „nie wracamy do gry”, „zamknęliśmy lokale”. To przykra rzeczywistość. Okazuje się, że dużo firm pracowało na tzw. „przepływie”. Część się przeinwestowała, nie miała żadnych oszczędności czy stabilizacji. Wystarczyło bardzo niewiele, aby zeszło z nich powietrze. Okazało się, „że król jest nagi”.

A co dalej?

Mam, być może złudną, nadzieję, że wszyscy się czegoś z tego nauczymy. Widać, że pomoc rządowa jest mocno teoretyczna (w szczególności kiedy uwzględnimy pakiety pomocowe w innych krajach) i wynika to z kiepskiej sytuacji gospodarczej naszego kraju jako takiego. Choć lubimy o sobie myśleć, jako o potędze w Europie Środkowej to niestety jesteśmy biednym krajem, któremu bardzo dużo brakuje do światowej ligi. Większość firm jest kompletnie nieprzygotowana.

W tym miejscu muszę wtrącić anegdotkę.

Podczas pobytu w Tajlandii sporo rozmawialiśmy z lokalsami. Pytaliśmy ich o to, gdzie pracują, jak wygląda ich życie, jakie mają koszty życia itd.

Okazuje się, że życie przeciętnego Taja jest… bardzo podobne do życia przeciętnego Polaka, nawet pod kątem kosztów funkcjonowania. Ale nastawienie do codzienności jest zupełnie inne. A przede wszystkim Taj ma dużo mniej zmartwień. Dlaczego? Wydaje mi się, że głównie dlatego, że mniej potrzebuje.

Widać to na każdym kroku. Tajowie z natury są bardzo spokojni. Religia (jakieś 94% mieszkańców to wyznawcy buddyzmu) narzuca im pewien styl życia. Po co się martwić? Po co się złościć? Po co się denerwować? Po co posiadać? Widać to na każdym roku.

Równocześnie pełne słońce przez większą część roku, brak zimy na pewno robi swoje.

Dla mnie osobiście atmosfera w tym kraju miała na mnie ogromny wpływ! Wyobraź sobie, że ludzie na ulicy na siebie nie trąbią i wszyscy dosłownie wszyscy są dla siebie mili! Aż ciężko uwierzyć, prawda?

Również do COVID-19 Tajowie podeszli znacznie spokojnie. „Widocznie tak musi być”.

Wracając do głównego wątku – jesteśmy biednym krajem i nie radzimy sobie z porażkami. Nie jesteśmy na nie psychicznie przygotowani.

Równocześnie żyjąc w ciągłym pędzie za rozwojem zapominamy czasami o zdrowym rozsądku, planowaniu i porządku. Okazuje się, że ogromna część przedsiębiorców ma problem z systematyczną spłatą zobowiązań podatkowych! A zaledwie kilka dni bez wpływów może „położyć firmę na łopatki”.

Mam więc nadzieję, że jako przedsiębiorcy nauczymy się tych kilku rzeczy:

  • zwolnimy tempo wzrostu
  • większą uwagę przywiążemy do kontrolowania wydatków
  • zbudujemy poduszki finansowe
  • zdywersyfikujemy źródła przychodów
  • zaczniemy lepiej liczyć.

Niestety również w mojej firmie musiałem zwolnić kilka osób…

COVID-19 – skończył się rynek pracownika

Przejście na pracę zdalną w firmach pokazało cało masę ciekawych rzeczy! Przede wszystkim jestem przekonany, że choć część dyrektorów finansowych w dużych firmach, uzmysłowiło sobie jak ogromnym kosztem utrzymania jest biuro. I jak często… niepotrzebnym!

Praca zdalna – którą staram się mocno promować od lat  – dla wielu osób okazała się bardzo trudna. Przede wszystkim firmy mogły się przekonać o kilku rzeczach:

  • część pracowników pracuje znacznie efektywniej, kiedy nie ma rozpraszaczy w formie innych pracowników
  • część pracowników nie pracowała efektywnie w biurze, ale była zawsze widoczna – „krzątali się” – a kiedy przeszliśmy na rozliczanie za efekty pracy – efektów nie było widać
  • część pracowników jest po prostu niepotrzebna i można osiągnąć ten sam efekt mniejszymi kosztami
  • nie wszyscy muszą być w biurze
  • spotkania online są dużo praktyczniejsze, szybsze i znacznie tańsze
  • podróże służbowe pomiędzy oddziałami są kompletnie niepotrzebne i nieekonomiczne
  • wiele spraw można załatwić zdalnie

Niestety wydaje mi się, że jeszcze nie widać skali tego problemu, ale w mojej najbliższej okolicy bardzo, bardzo dużo ludzi straciło pracę. Część korzysta z wsparcia postojowego, część zaczepi się przy jakieś pracy bardziej sezonowej w ciepłych miesiącach. Uważam jednak, że pandemia mocno nam pokazała, kto potrafi się zmotywować do pracy, komu zależy. Niestety na jesień spodziewam się prawdziwych problemów – kiedy większość ludzi nadal nie będzie mogła znaleźć „normalnej” pracy.

Doskonale pokazuje to przykład z USA. Zerknij na poniższy wykres:

Wykres pochodzi ze strony bankier.pl

To z niego wynika? Mniej więcej od 1967 roku (!) w USA było średnio ok 1 mln osób bezrobotnych. Wykres ten pokazuje statystyki do początku kwietnia 2020 roku. Tymczasem sumując 6 tygodni od pierwszego tygodnia kwietnia do połowy maja (choć trend ten jest stale spadający) okaże się, że zarejestrowało jako bezrobotnych ponad… 30 000 000 osób!

 

Wykres pochodzi ze strony strefainwestorow.pl

 

A jak to wygląda w Polsce? Ciężko powiedzieć… GUS podał, że liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w kwietniu 965,8 tys. wobec 909,4 tys. osób w marcu.  A trzeba wciąż pod uwagę, że bardzo, bardzo dużo osób jeszcze nie została zwolniona ze względu na wsparcie postojowe – z zerową gwarancją, że faktycznie wrócą do pracy. Nie mamy też danych za maj – spodziewam się kolejny 60 tys. – 120 tys. bezrobotnych. Fakt, ze stopy bezrobocia w Polsce były rekordowo niskie od 2,3 lat wcale nie pomaga.

Bardzo, bardzo dużo ludzi straciło i jeszcze straci pracę.

Większość z nich nie ma poduszek finansowych.

Większość z nich nie znajdzie pracy z dnia na dzień.

Większość z nich obudzi się w nowej rzeczywistości, być może pierwszy raz od wielu lat będą musieli szukać pracy.

Większość z nich przerazi się kiedy okaże się, że rząd nie ma już skąd brać pieniędzy na 500+, „trzynastki” i inne dodatki.

Co dalej?

Ciężko stwierdzić na ten moment. Niestety większość pracowników nie rozróżnia wartości netto i brutto i nie potrafi prawidłowo policzyć ILE kosztuje pracodawcę zatrudnienie pracownika. A teraz przedsiębiorcy będą znacznie, znacznie ostrożniej zatrudniać.

Co Ty możesz z tym zrobić? Na koniec artykułu podaję swoje rozwiązanie.

Lockdown dał wielu ludziom dużo niepotrzebnego czasu, z którym niewiele dało się zrobić.

COVID-19 zmienia nasze przyzwyczajenia

Jak czułeś się z obowiązkiem zostania w domu? Jak znosiłeś zakaz wychodzenia na spacer, na zakupy, do kina?

Podobnie jak większość ludzi nauczyłeś się nowych sposobów radzenia sobie z rzeczywistością. Być może podobnie jak ja, wypiekałeś chleb, spróbowałeś uwarzyć swoje pierwsze piwo, zrobić kimchi. A być może spędzałeś dużo czasu na graniu w gry i czytaniu?

Mnie przez kilka tygodni męczyło coś na kształt marazmu. Przecież jako osoba produktywna powonieniem sobie z takimi sytuacjami radzić. Doskonale wiem, co trzeba robić kiedy brakuje motywacji. I faktycznie, pomimo różnych trudności udało mi się znaleźć rozwiązanie dla siebie. Bardzo, bardzo dużo się uczyłem – głównie programowania, ale nadrobiłem też sporo książek. Zacząłem w końcu czytać po angielsku. Utrzymałem też trend spadkowy wagi – głównie ćwicząc w domu i biegając po okolicznym lesie.

Ale najgorzej czułem się zawodowo. Nagle… nie bardzo miałem się czym zająć! Postanowiłem więc, jak żuczek zimową porą, przeczekać najgorszy sztorm. Nie wsiadłem do wagonu „tworzenie treści do internetu” jak wielu moich kolegów po fachu. Nie tworzyłem live’ów, nie pisałem postów, nie tworzyłem stories.

Co nie zmienia faktu, że cały czas działałem – o tym zaraz słów kilka.

Wydaje mi się, że COVID-19 zmienił nasze przyzwyczajenia. Nagle zaczęliśmy jako społeczeństwo doceniać proste rzeczy, których na co dzień nie zauważamy. Moje pokolenie nie zna braku towarów na sklepowych półkach czy czekania w kolejkach.

Ale dużo czasu niestety spowodowało też wiele złych rzeczy jak na przykład:

COVID-19 pokazuje jak bardzo źle jesteśmy wyedukowani

Tysiące, jeśli nie miliony ludzi na całym świecie w ramach psychologicznego objawu niezgody i wyparcia rzeczywistości zaczęło tworzyć liczne teorie spiskowe, które często wzajemnie się wykluczały. To przykre, że w tym samym czasie kiedy ludzie wysyłają człowieka w kosmos (dokładnie 27 maja 2020 roku Elon Musk miał wysłać z misją 3 ludzi w przestrzeń kosmiczną! Lot przełożony został na 30 lub 31 maja! Trzymamy kciuki), inni ludzie uważają, że maszt telekomunikacyjny rozsiewa wirusa lub że za całą pandemią stoi jakaś tajemnicza grupa, która teraz czerpie z tego zyski.

Choć to…. praktycznie niemożliwe. Jeśli zadamy sobie kilka podstawowych pytań:

  • po co?
  • dlaczego nikogo nie ruszyło sumienie i nie wyjawił spisku?
  • jak to możliwe, żeby tysiące naukowców się myliło?
  • co tak naprawdę miałaby zyskać tajemnicza grupa, która za tym wszystkim stoi?

Okazuje się, że te teorie spiskowe nie mają sensu.

Żeby była jasność. Wydaje mi się, że reakcja rządów na świecie była trochę przesadzona jeśli weźmiemy pod uwagę zagrożenie. Z drugiej strony taka reakcja rządów była podyktowana właśnie presją społeczną. Liczby zachorowań i liczby osób, które zmarły przerażają, jeśli nie zestawimy ich z innymi liczbami:

Według informacji przesłanych przez GUS w marcu 2020 roku na różne choroby zmarło 36 557. W roku 2019 w tym samy miesiącu było to 36 320. W 2018 natomiast trochę ponad 40 000.

W skali roku daje to mniej więcej 1 100 osób dziennie! Oczywiście z różnych przyczyn – od wypadków samochodowych, przez samobójstwa, po „starość” i różnych chorób. Liczba osób zmarłych na powikłania spowodowane COVID19 to na dzień 28 maja 2020 roku to… 1030.

Czyli przez CAŁY lockdown – od początków marca – zmarło na tą tajemniczą chorobę mniej osób niż umiera każdego dnia w całym kraju.

Co to oznacza?

Jakiś czas temu znalazłem w internecie świetny komentarz:

 

Nie da się jednoznacznie ocenić czy decyzje rządów były dobre. Być może były przesadzone. A być może pomogły nam uniknąć wielu zgonów.

Przeraża mnie natomiast ilość całkowicie absurdalnych teorii spiskowych, które całkowicie nie mają sensu. Ale tak wielu ludzi próbowało sobie poradzić z tą sytuacją.

Ale czego ja się z tego nauczyłem?

Przede wszystkim tego, że sytuacja gospodarcza, sytuacja na świecie  jest kompletnie nieprzewidywalna. Może się zmienić dosłownie w kilka dni! I to całkowicie i w najmniej spodziewanym momencie.

Jeśli chciałbyś więcej dowiedzieć skąd sam czerpałem informacje na temat tego czy warto się bać, rozważ lekturę lub obejrzenie poniższych materiałów:

Jeśli Ciebie również wkurzają teorie spiskowe lub zastanawiasz się czy mają one sens polecam:

Zwróć uwagę, że każdy z powyższych artykułów powołuje się na konkretne dane, dużą liczbę materiałów źródłowych i konkretnych badań naukowych. Unika natomiast wskazywania jako autorytet „bliskiego znajomego z ministerstwa”.

Choć świat w pandemii pokazuje nam, jak wyglądałby świat bez szczepień, bez opieki medycznej to paradoksalnie trendy te stały się jeszcze bardziej popularne.

Przeraża mnie jak mocno popularne stają się takie trendy jak homeopatia, ruchy anty-szczepionkowe czy właśnie zwolennicy teorii spiskowych mówiących o jakimś globalnym spisku rządzących.  Okazuje się, że to właśnie umiejętność analizy danych, szukania informacji i ich przetwarzanie staje się najcenniejszą umiejętnością w XXI wieku.

Ale co jeszcze zmienia COVID-19?

Wspomniałem o tylko kilku rzeczach. Spodziewam się, że najbliższych miesiącach upadnie jeszcze wiele znanych Ci lokalnie i globalnie firm. Wiele osób straci pracę i będzie miało problem ze znalezieniem nowej. Choć każdy kryzys rodzi nową fortunę sądzę, że obawy przed kolejnymi pandemiami na stałe zostaną z nami.

Co możesz z tym zrobić?

Przede wszystkim to idealny moment, aby zacząć prowadzić budżet domowy – tutaj dowiesz się więcej. 

To ostatnia chwila, aby zacząć oszczędzać – moją historię przeczytasz też tutaj.

Jak wiesz, jednym z głównych tematów mojego bloga zaraz obok produktywności jest przedsiębiorczość rozumiana jako prowadzenie własnego biznesu jak i wykonywanie różnych prac dodatkowych.

Okres pandemii poświęciłem głównie na pisanie. Między innymi napisałem książkę „Od zera do freelancera”, która jest instrukcją jak zacząć pracować przez internet. Idea jest prosta – nawet jeśli nie masz doświadczenia w tym e-booku znajdziesz pomysły, jak zacząć zarabiać ok 1000 zł miesięcznie.

Nie opisuje tam żadnych „złotych pomysłów”, nie piszę też o takich pomysłach jak forex czy bitcoin bo uważam je za zbyt ryzykowne. Pokazuje jednak realne zawody oraz proste sposoby jak na wykonywaniu pracy dodatkowej zarobić około 1000 zł miesięcznie. W ten sposób możesz stać się bardziej niezależny i odporny na kolejne zaskakujące gospodarczo wydarzenia. Sam pracuje w ten sposób od lat i mam poczucie, że co by się nie działo – mam plan b.

KUP TERAZ E-BOOK W PROMOCYJNEJ CENIE 19,90 zł!

TYLKO DO 1 CZERWCA!

Jeśli masz jakiekolwiek pytania – śmiało pisz w komentarzu poniżej.

Dostępne są też następujące pakiety – kilku moich e-booków, które pomogą Ci też wystartować z własną firmą oraz znaleźć na nią czas:

  • Książka „Od zera do freelancera” oraz „Zabić Lenia” + Arkusze i Plannery – w promocyjnej cenie 49,90 zł
  • Książka „Od zera do freelancera” oraz „Sprawdź swój pomysł na biznes” + dodatkowe arkusze takie jakie „pierwszy biznes plan”,  „budżet firmowy” oraz „Kalkulator Twoich zarobków na różnych stanowiskach” większość to niespodzianki niedostępne nigdzie indziej – w promocyjnej cenie 59,90 zł
  • Książka „Od zera do freelancera”, „Zabić Lenia” , „Sprawdź swój pomysł na biznes” oraz wszystkie arkusze bonusowe w cenie 79,90 zł
  • Książka „Od zera do freelancera”, „Zabić Lenia” , „Sprawdź swój pomysł na biznes”, kurs „Skuteczne planowanie” oraz wszystkie arkusze bonusowe w wyjątkowo niskiej cenie 159,90 zł.

Wszystkie powyższe pakiety będą dostępne tylko do dnia premiery czyli do 10 czerwca. Później ceny zostaną podniesione średnio o 10%. Zarówno wszystkich e-booków jak i wszystkich pakietów.

3
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek
(1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...
  1. Artykuł bardzo interesujący, przeczytałem go ze sporym zaciekawieniem. Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z tym „tajskim” podejściem do tematu epidemii. To co rządy większości krajów zrobiły w tej sprawię, uważam za absurdalne. To była bardzo nerwowa, wręcz histeryczna reakcja, której skutki będziemy odczuwać przez wiele lat. Rządzącym zabrakło wyobraźni i odwagi. Czasem trzeba poświęcić życie kilku osób dla dobra ogółu. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowycyh, jednak mając pewne doświadczenie w marketingu internetowym, wiem jak łatwo, (oczywiście przy dysponowaniu odpowiednimi środkami), można w internecie wykreować rzeczywistość. Po co ktoś miałby to robić akurat w tym przypadku, nie mam pojęcia. Wiem, jednak że teoretycznie jest to możliwe. Pozdrawiam

    1. no cóż – zgodzę się z tym, że reakcja była nerwowa i histeryczna. Ale czy faktycznie była niewłaściwa… nie da się ocenić. Możemy tylko gdybać. Co by się działo, gdyby nie było lockdownu? Czy mielibyśmy więcej ofiar na świecie niż w stanach? Teraz śmiertelność idzie już w tysiące dziennie (!). Czy bez tego śmiertelność szła by x10, x20? Nie wiadomo…

      1. Przyszłości oczywiście nie da się przewidzieć, można ją jednak prognozować. Moim zdaniem należy to robić na podstawie faktów i chłodnej kalkulacji (matematycznej, nie politycznej). Wiadomo było, że ogromna większość zarażonych osób przechodzi chorobę bezobjawowo, a tylko kilka procent chorujących miało poważne powikłania zagrażające życiu. Możliwe, że zabrakło odważnej decyzji o podjęciu tego ryzyka.
        Ja jednak skłaniam się do innej teorii (nie spiskowej). Na szczeblu decyzyjnym w kraju, zebrała się grupa, przyjmijmy dla równego rachunku 100 najważniejszych osób, Po namyśle doszli do konkluzji, że statystycznie istnieje ryzyko, że w przypadku zignorowania wirusa, jedno z nich może nie przeżyć. Zakładając, że rządzący są raczej starsi niż młodsi, to ryzyko, które wyliczyli, było pewnie sporo większe. Domyślam się że jeśli decyzję miałaby podjąć taka sama grupa górników czy przedsiębiorców, nie byłoby mowy o rujnowaniu całej gospodarki dla ratowania życia kilku osób.
        Osobiście rozumiem taką decyzję rządzących, Na szczycie piramidy potrzeb, pieniądze nie są już tak ważne. Łatwo jest poświęcić sporą część majątku, żeby uniknąć zagrożenie życia lub zdrowia.
        Problem w tym, że ludzie mogą się pewnego dnia zorientować, że to wcale nie chodziło o ich dobro. Wtedy może być naprawdę „ciekawie.”
        Co do Stanów Zjednoczonych, nie byłem i nie widziałem. Wychowałem się w czasach socjalizmu w Polsce i pamiętam, że to, co „podawały” media, nie zawsze było zgodne z rzeczywistością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.