O ciągłym braku czasu

Od wielu lat zgłębiam dwa zagadnienia. Pierwszym z nich jest prowadzenie własnej firmy, freelancing, ogólnie wszystko co związane z szeroko rozumianą przedsiębiorczością. Drugim tematem jest produktywność – to wręcz taki mój mały konik.

Dla mnie te dwie sprawy, bardzo mocno się ze sobą łączą. W pewnym sensie moim celem życiowym jest możliwie, jak najbardziej ograniczanie czasu poświęcanego na pracę przy maksymalizacji zysków. Właśnie dlatego, chcę dobrze rozumieć zagadnienia związane z optymalizacją podatkową, sprytnym sposobem pozyskiwania klientów (czyli chociażby tzw. growthacking) czy w końcu takie pojęcie jak LTV/CLV, churn i tak dalej (to nie miejsce, żeby je wyjaśniać – ale spróbuj je pogooglać 🙂

Równocześnie – chcę pracować mądrzej ale nie więcej. Dlatego uczę się, jak zbudować swoje nawyki, jak poprawić efektywność wykonywania kolejnych zadań, sztuki delegowania zadań. Stąd drobne… hm… zafascynowanie – to chyba dobre określenie – procedurami firmowymi czy aplikacjami do zarządzania projektami. 

Podobny wpis:
Moja poranna rutyna krok po kroku – dobre nawyki

Trwa właśnie nabór do kolejnej edycji wywania 500+ dla osób, które chcą wejść na ścieżkę freelancingu oraz wyzwanie UCZ – Urządzę Ci życie – w którym uczę mądrego podejścia do zarządzania sobą w czasie. W każdym z tych wyzwań stawiam na duże zaangażowanie – daje konkretne zadania do wykonania a czasami proszę o “raport” z ich wykonania.

Jedną z najczęstszych wymówek, dlaczego ktoś nie zaczął jeszcze działać jest... brak czasu! I to nawet w wyzwaniu, które ma go nauczyć lepszego zarządzania sobą w czasie!

No właśnie – ale moim zdaniem – to tylko wymówka. Na zadania z UCZ wystarczy 10-15 min dziennie. Na zadania z Wyzwanie 500+ wystarczy 30-50 min dziennie.

Prawdopodobnie przeciętna osoba, która bierze w nich udział więcej czasu poświęca na przeglądanie feedu na Instagramie czy TikToku. Czas więc jest – ale źle wykorzystany.

Dlaczego więc tak trudno “zabrać się nam do roboty”? Widzę dwa podstawowe problemy

Motywacja jest przereklamowana

To trochę, jak z rzuceniem nawyku palenia papierosów albo z schudnięciem. Jeśli ktoś decyduje się na taki krok, bo partner/partnerka nalega albo czujemy jakąś formę “presji społecznej” prawie na pewno nam sie nie uda. To jak z mówca motywacyjnymi – przez chwilkę czujemy wręcz “natchnienie i moc”. Wydaje nam się, że możemy co najmniej góry przenosić.

Ale po wyjściu z sali konferencyjnej po powrocie do domu, poziom zaangażowania spada. Jeszcze przed snem, nie jeden fan Tony’ego Robbins, obiecywał sobie, że jutro z samego rana “obudzi w sobie olbrzyma” i będzie działał! A rano dzwonek zadzwonił za późno i cały misterny plan poszedł w łeb.

Motywacja zewnętrzna – kiedy ktoś mówi nam, jak mamy się czuć, jak mamy działać, co powinniśmy zrobić – prawie na pewno się nie uda i skończy porażką.

Podobnie w moich wyzwaniach – ludzie nie zabierają się do działania bo… wyłącznie wyobrażają sobie, jak to już będzie kiedy to będą produktywni albo jak już zarobią pierwsze pieniądze z pracy online. Mimo, że staram się motywować, zachęcać, podpowiadać, dawać nisko wiszące owoce – wielu z nich polegnie. Wcale nie chcą schudnąć – zwyczajnie czują się do tego zmuszani, ale nie czują takiej potrzeby. Wcale nie chcą rzucić jakiegoś nawyku – robią to tylko dlatego, żeby ktoś się od nich odczepił.

Ale istnieje jeszcze  inny rodzaj motywacji – motywacja wewnętrzna. Ktoś przyparty do muru, z braku innych rozwiązań, ten mur zwyczajnie przeskoczy. W wyzwaniu 500+ pojawiło się kilka osób, które napisały wprost – CHCĘ zarobić na coś konkretnego, na czym bardzo mi zależy. Nie mam innego wyboru – MUSZĘ zarobić dodatkowe pieniądze. I takie osoby działają, bo czują się wewnętrzną potrzebę angażowania się, próbowania nowych miejsc czy startowania w nowych zleceniach (w pierwszych dniach wyzwania, uczestnicy dostają dostęp do tajnej listy ponad 150 portali skąd można brać nowe zlecenia). I większość z nich odnosi sukcesy! Niektórzy wręcz spektakularne. Spójrz chociażby na tego maila:

Takich maili dostaje całkiem sporo. Z takich wiadomości biją zazwyczaj podobne elementy – jasno określony cel, chęć działania, świadomość DLACZEGO ktoś chce osiągnąć dany cel.

Jeśli więc nie możesz się zabrać za jakąś pracę, to być może dlatego, że czujesz jej bezsens. Masz poczucie, że nieważne, jak bardzo będziesz się starał to i tak nic nie zmieni. To trochę, jak z uczeniem się na sprawdzian w szkole – czy dostaniesz 2 czy dostaniesz 5 – Twoje życie będzie wyglądało tak samo – po co więc się wysilać?

Ale osoby, które mają sprecyzowany CEL do osiągnięcia a następnie zaplanują DROGĘ, którą chcą dojść do mety – zazwyczaj (choćby częściowo) go osiągają.

Ale skoro już przy tym jesteśmy to pamiętaj, że…

 

Twój mózg dąży do optymalizacji

Czy Ty sam decydujesz o swoich krokach i działaniach? Kilka tygodni temu przeprowadzałem na sobie ciekawy eksperyment – chciałem przejść na 10 dniowy post – mój plan był prosty – przez 10 dni nic nie jeść (tutaj od razu uwaga na boku – z perspektywy medycznej  tak długi post ma niewielkie korzyści – pięknie zebrał aktualne badania naukowe na ten temat Michał Sadowski – sprawdź).

To był eksperyment pod kontrolą. Zauważyłem pewną… dziwną prawidłowość. Kiedy czułem zapach jedzenia albo nawet przechodziłem koło jedzenia leżącego na stole (np. owoce) moja ręka jakby sama zabierała jedzenie ze stołu! Dopiero po kilku sekundach, czasami niemal już biorąc kęs, przypominałem sobie – HEJ, HEJ! PRZEZ 10 dni nic nie jesz! I odkładałem jedzenie.

Takich automatyzmów w naszym życiu jest więcej. Ale kto o nich decyduje? Czy to wciąż “Ty”? Oczywiście to problem natury bardziej psychologiczno/filozoficznej. Piszę o tym, bo zastanawiam się, jak bardzo jesteś świadomy takich automatycznych procesów w Twoim mózgu.

Być może nie zabierasz się za jakieś zadanie, bo permanentnie jesteś niewyspany lub masz złą dietę. Twój mózg wręcz panicznie boi się wysiłku związanego z próbowaniem lub uczeniem się nowych rzeczy. Stara się więc wręcz zmusić Cię do prokrastynacji. Podłoży Ci, niemalże automatycznie, wszystko co tylko się da byleby oszczędzić energię. Twój mózg niejako podpowie Ci: “Spokojnie. Masz czas. Zajmiesz się tym jutro. Dziś pooglądaj telewizje. To takie miłe. A w razie czego to pojutrze też jest dzień…”. 

Łącząc niewłaściwie źródło motywacji i brak zdolności do skupienia, zmuszenia naszego mózgu do posłuszeństwa – mamy przepis na porażkę. 

Dlatego – bez względu na to czy bierzesz udział w moich wyzwaniach czy nie – zastanów się – dlaczego jeszcze nie zacząłeś działać?

To może dotyczyć czegokolwiek! 

Może chciałeś się nauczyć grać na jakimś instrumencie – ale nigdy nie zacząłeś w obawie przed porażką i śmiechem rodziny z “brzdękania” .

Może chciałeś się nauczyć programowania – ale tylko po to, aby więcej zarabiać, pomimo tego, że nie wiesz co byś zrobił z tymi pieniędzmi.

Może nie zerwałeś z kimś relacji, kto jest bardzo toksyczny bo boisz się, że już z nikim się nie zaprzyjaźnisz?

Może chciałeś poznać kogoś nowego – ale strach przed odrzuceniem, mówi Ci, że nawet nie warto próbować.

Może nie zakończyłeś jakiejś inwestycji, bo boisz się, że stracisz cały czas, który do tej pory poświęciłeś?

A może zaraz masz maturę i jeszcze nie zacząłeś się uczyć – bo po pierwsze masz czas, a po drugie skoro nie uczyłeś się ostatnie 3 lata to i tak nic nie zmieni i po 3 co najważniejsze – i tak nie masz żadnego planu na życie?

A może bardzo chcesz zarabiać więcej – ale tylko po to, aby mieć “życie gwiazd z internetu”?

Poświęć dziś 10-15 minut na analizę swojego DLACZEGO. Dlaczego robisz to co robisz? Albo dużo ważniejsze – dlaczego NIE robisz tego czego jeszcze nie zacząłeś robić?

Poszukaj konkretnych wewnętrznych powodów. Czasami może Ci być bardzo trudno przyznać się, nawet przed samym sobą, jakie są prawdziwe powody twoich czynów.

Jakby nie było… Dziś zwyczajnie o siebie zadbaj. Odpocznij, zregeneruj się. Zrezygnuj z socialu. Zacznij myśleć. A zaraz potem ZACZNIJ DZIAŁAĆ! 

 

 

0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.