Proszę, nie idź na studia!

Czy warto iść na studia? Czy opłaca się studiować? Wiem, że data publikacji tego artykułu nie jest idealna 🙂 Ci, którzy mieli ruszyć na studia, już tam są. Tak więc, ten artykuł dedykuję wszystkim maturzystom oraz osobom, które na studia w tym roku się nie dostały 🙂 Oto mój krótki i gorący apel: NIE WARTO IŚĆ NA STUDIA. Zapraszam.

Uważam, że najgłupszą rzeczą, którą można zrobić w wieku 19-21 lat, to iść na studia. Powodów mogę wymieniać bez końca.

Podobny wpis:
FaceApp – kradną Twoje dane – czyli jak powstaje wiral
  1. Wierz mi. Nie wiesz, co Cię kręci (dotyczy 90% studentów).
  2. Wierz mi, kierunek, na który chcesz iść nie da Ci pracy.
  3. Studia nie dadzą Ci pracy.
  4. Studia nie dadzą Ci praktyki.
  5. Studia nie dadzą Ci doświadczenia.
  6. Studia nie dadzą Ci pieniędzy.
  7. Studia nie dadzą Ci „papierka”.
  8. Studia nie nauczą Cię myśleć.

Czy warto studiować?

Ale krok po kroku. Bo od wszystkiego jest pewne „ale…”. Mam pewną swobodę mowy w tym zakresie. Prowadzę własny, fajny biznes, byłem kierownikiem w dużej korporacji, szkoleniowcem w callcenter, czy też monterem na hali produkcyjnej. Zarabiam wystarczająco, aby utrzymać swoją rodzinę, niewielkie mieszkanie oraz pozwolić sobie na różne przyjemności. Poznałem ludzi, którzy osiągnęli wielkie rzeczy (w każdej strefie: od duchowej, po finansową). Zdarzały mi się miesiące kiedy zarabiałem 10 000 zł. Regularnie spełniam swoje marzenia. Mam spore doświadczenie w wielu branżach. Mam duże kompetencje. Nigdy nie szukałem pracy dłużej niż dwa tygodnie.

Nie skończyłem żadnych studiów. 

Nikt nigdy nie pytał mnie o studia. Nigdy nikomu nie pokazywałem swoich dyplomów. Dlaczego o tym mówię? Moim celem nie jest przechwalanie się. Moim celem jest pokazanie Ci, że zdania typu „po studiach dostaniesz lepszą pracę”, albo „studia rozwijają” to zwyczajna propaganda. Ale spokojnie, spokojnie. Punkt po punkcie obalmy mity na temat studiów.

1. Wierz mi. Nie wiesz, co Cię kręci (dotyczy 90% studentów). W wieku 19 czy 20 lat wciąż jesteś ciekawy świata. Oprócz różnych, pojedynczych wyjątków młodzi ludzie nie wiedzą, co ich kręci, jakie są ich realne zainteresowania. W większości przypadków wydaje Ci się, że wiesz co będzie Twoją pasją. Znam może kilka osób, które sukcesywnie, cały czas realizują swoje pasje niezmiennie od lat młodzieńczych. Zamiast iść na studia, lepiej poznawać świat i siebie. Do kontynuowania swoich pasji nie potrzebujesz studiów. Te 5 lat, które spędzisz w ciasnych murach spokojnie możesz poświęcić na rozwój.

Jeśli kochasz czytać to… czytaj. Nie musisz studiować dziennikarstwa, czy językoznawstwa.

Jeśli kochasz robić zdjęcia to… je rób. Zamiast pracować na tytuł, ucz się rzemiosła.

Jeśli kochasz muzykę… to ją rób, zamiast iść na muzykologię.

Jeśli kochasz informatykę… to zacznij programować. Do nauki specjalistycznych języków programowania nie potrzebujesz studiów.

2. Wierz mi, kierunek na który chcesz iść nie da Ci pracy.

5 lat to ogromnie długi czas. Zobacz, co wydarzyło się na świecie w ciągu ostatnich 5 lat. Pomyśl, gdzie sam byłeś 5 lat temu, jakim byłeś człowiekiem, jakie miałeś zainteresowania. Przez te kilka lat świat po raz kolejny zdąży wywrócić się do góry nogami. Dzisiaj interesujące i perspektywiczne kierunki już przestaną istnieć, albo miejsca pracy będą już obłożone. Praktycznie, nie znam w moim otoczeniu  ludzi, którzy pracują w wyuczonym zawodzie.

Czy studia dają pracę?

3. Studia nie dadzą Ci pracy.

Oczywiście, istnieje taka możliwość, że jako wybitny student już podczas studiów zaczniesz pracę, w dodatku w branży. Jeśli będziesz epicko zdolny być może nawet jakiś pracodawca będzie się o Ciebie starał. W praktyce jednak – jeśli pójdziesz od razu do pracy, efekt będzie taki sam. Zdobędziesz doświadczenie, które przyda Ci się później. Jeśli otrzymasz wysoki tytuł naukowy, następnego dnia nie otrzymasz oferty pracy. Będziesz musiał się o nią starać. Tak, jak każdy inny człowiek. Tak samo, jak ten, który studiów nie ma. „Papier” ma wartość. A doświadczenie w pracy ma ogromną wartość.

4. Studia nie dadzą Ci praktyki.

Na potrzeby tego artykułu poprosiłem kilku znajomych o informację, czego praktycznego nauczyli się na studiach. Większość odpowiedzi brzmiała: „Owszem miałem praktyki na studiach. Zazwyczaj sprzątałem. Albo przyglądałem się jak pracują inni. Czasem dostałem coś drobnego do zrobienia”. Praktykę da Ci tylko… praktyka. Ciężka praca.

5. Studia nie dadzą Ci doświadczenia

Te 5 lat, to wyłącznie przedłużenie dzieciństwa. Realia studiów w Polsce to przede wszystkim uczenie teorii. Oczywiście, spotkasz wielu ciekawych ludzi. Ale równie ciekawych ludzi, często z ciekawszymi doświadczeniami, poznasz zwiedzając świat. Albo pracując. Pozostaje tylko kwestia Twojej otwartej głowy! Czasem pojawia się mit, że na studiach poznasz ludzi znacznie bardziej wykształconych, od których możesz się uczyć. To prawda. Pod warunkiem, że nie jest to profesor, który od 30 lat uczy dokładnie tego samego, w ten sam sposób, nie siląc się nawet na znalezienie nowych informacji. Tych prawdziwych, naprawdę ciekawych nauczycieli poznasz poza murami szkoły. Szukaj na TEDx, czy konferencjach branżowych/naukowych.

Studia – jaki kierunek?

6. Studia nie dadzą Ci pieniędzy.

A nawet sporo ich zabiorą. Studia dzienne nie są bezpłatne. Nawet ze sporą pomocą rodziców, musisz opłacić rachunki, opłacić mieszkanie, zarobić na przyjemności. Jeśli pójdziesz na studia zaoczne – przyszykuj się na ogromny wydatek finansowy. Kredyt? Jestem ogromnym przeciwnikiem zadłużania się na tego typu cele. Podjęcie takiej decyzji może Cię ograniczać przez następne kilka lat i generować ogromną liczbę problemów. Nie liczyłbym też na to, że w krótkim czasie studia zwrócą Ci się finansowo.

7. Studia nie dadzą Ci „papierka”

Tzn. dadzą. Ale nie będzie on zbyt wiele warty. Podczas rozmów kwalifikacyjnych będziesz pytany o doświadczenie, praktykę. Na rynek pracy razem z Tobą trafiają setki osób, kończące podobny kierunek.  Jakieś 5 lat temu pracowałem w pewnym callcenter, jako trener. Zaskakiwało mnie, jak wielkie wymagania mają ludzie po studiach. Tylko dlatego, że poświęcili kilka lat nauce. Niestety w większości przypadków, ludzie po: zarządzaniu, marketingu, socjologii czy psychologii, kompletnie nie nadawali się do współpracy. Ponadto, zazwyczaj wymagali od przełożonych innego traktowania (bo mają papierek). Niemal w każdym przypadku kompletnie nie potrafili zastosować zdobytej wiedzy w praktyce. A możliwości przecież są ogromne. Od lat interesuje mnie i fascynuje psychologia ludzi. Tego, jak słowa potrafią zmienić czyjeś życie. Przez krótką rozmowę, można doprowadzić człowieka prawie do stanu ekstazy, albo równie dobrze doprowadzić do płaczu. W handlu można umiejętnie zaproponować klientowi produkt w taki sposób, aby kupił, choć wcale nie planował lub w ogóle nie zamierzał posiadać określonego produktu. Choć ooby, które ukończyły kierunkowe studia, zdawały one sobie sprawę z tych mechanizmów, niestety nie potrafiły ich zastosować w praktyce.

8. Studia nie nauczą Cię myśleć

Ciężka praca i chęć nauki już tak. Studia, w opinii moich najbliższych, którzy posiadają tytuły naukowe, to zazwyczaj nauka w celu zdania egzaminu. O wiele praktyczniejsze jest rozwiązywanie prawdziwych problemów, w życiu codzienny i faktyczne poświęcenie się pasji i nauce.

 

A może jednak warto iść na studia?

Jak wspomniałem wcześniej, od każdej reguły są wyjątki. Uważam, że jeśli młody człowiek jest kompletnie zagrzany, jakąś określoną dziedziną wiedzy technicznej (np. robotyką czy fizyką) i ma realne perspektywy pracy, to warto pomyśleć o takich kierunkach. Ale dotyczy to zaledwie kilku kierunków, tych najbardziej praktycznych, gdzie zwyczajnie potrzebujesz określonych uprawnień, jak np. fizjoterapia, medycyna, prawo, itp.

Jest jeszcze jedna sytuacja, kiedy warto iść na studia. Takie było moje założenie i zachęcam Cię do podobnego podejścia do tematu. Nie udałem się na studia, mimo niemałej presji otoczenia. Postanowiłem, że jeśli zdarzy się taka sytuacja, że mój pracodawca powie coś w stylu:

„Mógłbym Ci płacić znacznie więcej, gdybyś posiadał odpowiednio udokumentowane kompetencję. Po prostu wymagam od Ciebie studiów wyższych, aby dać Ci awans”.

Wierzcie, tego samego dnia już udałbym się do jakiejś uczelni, aby zapisać się na określony kierunek. Póki co, taka sytuacja się nie wydarzyła i tylko raz robiłem dodatkowy kurs „dla papierka” właśnie. Jego ukończenie zajęło mi dwa tygodnie. I posiadałem podobne uprawnienia, jak osoby po 3 latach studiów.

Ostatnia sytuacja, w której warto iść na studia. Masz bardzo bogatych rodziców, którzy z przyjemnością fundują Ci wszystkie przyjemności, na które w innej sytuacji, musiałbyś zarobić sam. Masz dużo wolnego czasu, nie musisz się nigdzie spieszyć. Prawdopodobnie będziesz pracował w firmie rodzinnej, a w końcu ją przejmiesz. W tej sytuacji… Ciesz się życiem, poznawaj ludzi, zwiedzaj. 🙂

 

A jakie jest Twoje zdanie? Warto studiować?

109
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek
(Bądź pierwszym, który oceni!)
Loading...
  1. W większości zgadzam się z Twoimi wnioskami poza jednym kluczowym – wg mnie warto studiować. Patrzę z perspektywy osoby studiującej która finalnie nie obroniła dyplomu. Studnia nie dadzą pracy ani praktyki ale poszerzają horyzonty, rozwijają możliwości, budują umiejętności pracy w grupie i dają znajomości na przyszłość. Tak to praca nas rozwija i daje umiejętności praktyczne, ale z punktu widzenia pracodawcy osoba bez studiów a osoba studiująca cokolwiek ma inne umiejętności pracy i inną szybkość przyswajania nowej wiedzy dotyczącej stanowiska. Więc wybierajcie mądrze to co może Wam się przydać w przyszłości, studiujcie i pracujcie jednocześnie.

    1. Uważam, że studia rozwijają wyłącznie w ograniczonym zakresie. Biorąc udział w konferencjach, poznając ludzi na różnych szczeblach, pracując w Polsce i za granicą, jestem wstanie się założyć, że mam więcej kontaktów, i znajomości, oraz doświadczenia niż studenci. Studia oczywiście wymuszają umiejętność szybkiego uczenia się i… jeszcze szybszego zapominania.

  2. To co napisałeś jest bliskie moim poglądom, ale oprócz kwestii awansu poruszony jeszcze wszystkie branże związane w jakiś sposób z ministerstwami i urzędami. Tam pracowników pracodawca rozpoznaje właśnie po papierku, niezależnie od tego co potrafią.

    1. Ok, z tym się zgodzę w pewnym sensie. To trochę właśnie jak z medycyną czy prawem. We wszystkich tych przypadkach musisz skończyć studia żeby mieć odpowiednie uprawnienia. Z drugiej strony… bez znajomości w branży (rodzina itp) raczej i tak nie osiągniesz sukcesu zawodowego na duża skalę. Podobnie wydaje mi się, jest w polityce – cóż z tego że skończysz politykę społeczną czy też stosunki międzynarodowe, jeśli nie znajdziesz pracy…

  3. Zdecydowanie potwierdzam. Jeśli masz do wyboru pójść na studia lub poświęcić 5 lat na praktykę i zdobywanie wiedzy teoretycznej motywowane realnymi, samodzielnie napotykanymi problemami, to postaw na to drugie. Ja studiowałem parę lat. Licencjat mam, magisterkę zacząłem pisać, ale stwierdziłem, że szkoda na to czasu, bo będzie to już walka o sam papierek. Od czasu jak odszedłem z uczelni nikt mnie nie zapytał o wykształcenie, a z powodzeniem rozwijam się w swojej dziedzinie.

    1. A z tego co słyszałem idzie Ci świetnie 🙂

      Zresztą internet pełen jest opowieści o tym jak „najwięksi” rzucali studia – kilka przykładów z brzegu – Bill Gates, Sean Parker, Steve Jobs, Biz Stone, Mark Zuckerberg itd

  4. Właściwie ze wszystkim się zgadzam, jednak studia mają jedną bardzo ważną zaletę – przebywa się w środowisku ludzi o podobnych celach i ambicjach, a to stymuluje do rozwoju.

    1. Z jednej strony masz rację – z drugiej strony natychmiast znajdę Ci kilkadziesiąt miejsc gdzie oprócz świetnego środowiska zyskasz też o wiele więcej – począwszy od kasy albo praktycznego doświadczenia…

  5. Bardzo prymitywny artykuł. Z jednej strony studia humanistyczne nigdy nie dawały pracy, lecz rozwój samego siebie, szerszy horyzont na świat już tak. Studia nie są szkołą zawodową, mają – nie uczyć zawodu, a uwrażliwiać na dyscyplinę, świat itp.

    1. Dlaczego uważasz, że jest on prymitywny? Wielu bardzo znanych ludzi odradza studia, spójrz chociażby na różne TEDx. Teoria brzmi pięknie. Uwrażliwiać. Poszerzać horyzonty. Studia mają rozwijać. Ale uważam, że o wiele więcej można osiągnąć samodzielną pracą, lub współpracą z kimś kogo uznajemy za autorytet. Nauczyłem się bardzo dużo od ludzi których cenie. Od metodologii pracy (GTD), przez zarządzanie dużymi zespołami i projektami, po umiejętność samego uczenia się. Na studiach zdobywałbym tą wiedzę znacznie dłużej. Osoba ambitna nie potrzebuje studiów. Spójrz na wielkich tego świata! Większość milionerów nie ma wyższych studiów!

  6. Byłam na studiach, które rzuciłam po roku. Nie żałuję. Spełniam się w mojej pracy marzeń. Wszystko, co osiągnęłam w życiu zawdzięczam wyłącznie swojej ciężkiej pracy 🙂 Bardzo wartościowy tekst, z którym zgadzam się w 100 %!

          1. Studia sa dla tych ktorzy z gory zakladaja bycie i zycie w niewolniczym i chorym systemie .
            Ci tez krztalceni sa na roboty, aby robic dla innych na okreslonych warunkach.
            Wykonywac polecenia pracodawcow i wladcow tego swiata.
            Ludzie Ci nigdy nie beda wolni, ich standard zycia jest z gory okreslony wedlog nakazanych regol.
            Uzyskaja papier z tytulem w danej dziedzinie, ograniczajac calosciowo swoj prawdziwy potencjal.
            Poczatek naszego ograniczenia i rozwoju intelektualnego zaczyna sie juz od przedszkola ,szkoly podstawowej, gimnazjum i wlasnie studiow .
            Wyrastamy na cyborgow ukierunkowanych do dzialania i istnienia w ramach udostepnionej nam wiedzy.
            Wszyscy maja poznac tylko tyle ile jest prawem nakazane, dlatego zawsze kazdy czlowiek od przedszkolaka wlacznie ,ktore wykazuje wieksza orientacje w postrzeganiu bedzie sprowadzone na tzw .ziemie i ustawione w rzedzie z innymi o mnieszym ilorazie iteligiencji.

          2. Nie zawsze 🙂 niektóre studia dają konkretne uprawnienia np. lekarz, prawnik czy inżynier.

  7. Ja się na srudiach nauczyłam mnóstwa rzeczy które zmieniły moje postrzeganie świata i dały mi umiejętności bardzo przydatne w pracy. Do tego uważam że.właśnie dzięki studiom mam zaplecze które pozwala mi dyskutować na wyższym poziomie o świecie w którym żyje.

    1. Jesteś wstanie wskazać jakieś konkretne przykłady czego się nauczyłaś, a czego nie mogła byś zdobyć samodzielnie w często dużo łatwiejszy i szybszy sposób?

      Dlaczego studia miałyby dawać wyższy poziom? No i strategiczne pytanie… czy potrzebujemy dyskusji na wyższym poziomie?

      1. Tak – krytycznego myślenia, które powstawało w trakcie pracy nad tekstem, z osobami posiadającymi odpowiednie kompetencje. pewnych imiejetności z zakresu krytyki historycznej która wymaga odpowiednich dyskusji z odpowiednimi osobami. Dzięki socjologii poznałam teorie społeczne i pewne zagadnienia które pozwalają mi inaczej widzieć świat. I tak świat jest coraz bardziej skomplikowany, musimy umieć o nim mówić. Inaczej jesteśmy zdani na rozsądek innych ludzi albo na populizm.

      2. W pigułce wiedza na temat tego, jak się wytwarza oprogramowanie, której sama najprawdopodobniej nie potrafiłabym znaleźć w Internecie na wystarczająco ogólnym dla laika poziomie.

        Znaczenie etapu analizy i zbierania wymagań, ogólnie planowania przed rozpoczęciem wytwarzania oprogramowania – z tego nie zdaje sobie sprawy większość programistów-praktyków, a to ogromny błąd, bo potem tworzą produkty, które wcale nie spełniają oczekiwań klienta i winę za to przerzucają na klienta właśnie.

        Historia rozwoju technologii informatycznych z odpowiednim usystematyzowaniem poszczególnych dziedzin, tzn. co się najpowszechniej stosuje i dlaczego właśnie to, co zaś odchodzi do lamusa i z jakich powodów, dlaczego mimo oczywistych wad pewne rozwiązania są tak popularne, a te lepsze są bardziej niszowe.

        Znaczenie poszczególnych dziedzin informatyki, ich miejsce na rynku, ogólnie podział, zarówno podział w stylu cykl wytwarzania oprogramowania, jak i podział architektoniczny – z jakich elementów składa się system informatyczny, z jakich może się składać.

        Porządne podstawy elektrotechniki, a następnie w trakcie cyklu kształcenie ukazanie na praktycznych przykładach, jakie reperkusje w systemach informatycznych niesie za sobą wykorzystanie konkretnie takich, a nie innych rozwiązań.

        To nie są rzeczy proste do wygooglania. Sporo jest w sieci artykułów specjalistycznych, ale laik który nawet nie wie, czego szukać, będzie miał problem z przejściem od ogółu do szczegółu – utonie w zalewie informacji.

        Studia genialnie systematyzują posiadaną już wiedzę i pokazuję, gdzie i pod jakimi hasłami szukać tej, której potrzebujemy – reszta już należy do nas.

        Ludzie bez studiów tego nie pojmą. Ci, którzy tylko udawali, że studiują, także nie. Ja sama dopiero na II roku studiów pojęłam, dlaczego zaczynaliśmy od takich, a nie innych przedmiotów – na początku wydawały mi się one bezsensowne i zbyteczne, a potem okazały się nieodzownymi podstawami.

        Na moich studiach zaliczenie wielu przedmiotów odbywało się w formie projektowej, tzn. – aby zaliczyć, należało np. napisać grę, stworzyć bazę danych, zaimplementować funkcję szyfrującą, napisać sterownik windy itd. itp. Oczywiście projekt to tylko mała część (do zrobienia i nauczenia było dużo więcej), ale za to najciekawsza. W ich wykonaniu mniej lub bardziej pomagali prowadzący – niektórzy naprawdę albo prowadzili za rączkę, albo byli w stanie sensownie pomóc, kiedy ktoś utknął. Inni zapewniali tylko dokumentację i teorię, ale przy jasno sprecyzowanym celu i goniącym deadlineie i tak uczyłam się bardzo szybko na własną rękę, a ponadto nauczyłam się stawiać na efektywność, szukać rozwiązań i informacji na własną rękę, nie bać się prosić o pomoc.

        Studia były dla mnie nie tylko szkołą warsztatu, ale i szkołą życia. Nigdzie nie miałabym okazji zrealizowania tak różnorodnych projektów, jak na studiach. Praca to banał w porównaniu ze studiami, które świetnie mnie do niej przygotowały, bo czym różni się wykonanie samodzielnie projektu, który zleci szef od tego, który zleci wykładowca? Tylko tym, że w pracy pracujesz na mniejszym zbiorze technologii, który znasz coraz lepiej, a na studiach przy każdym nowym projekcie jesteś rzucany na głęboką wodę, w której musisz się nauczyć szybko pływać – niemniej jednak to hartuje niesamowicie i bardzo pomaga wykazywać się potem samodzielnością i inicjatywą w pracy.

        Nie powinieneś wypowiadać się na temat, o którym nie masz większego pojęcia. Skoro nie poszedłeś nawet na studia, to nie wiesz, co one dają i ile się tam można nauczyć.

        Na pocieszenie – podobno faktycznie aby nauczyć się czegoś konkretnego, trzeba pójść na jedną z lepszych polskich uczelni, bo te najgorsze nie nauczą nic konkretnego. Wiem też, że nawet na uczelniach bardzo dobrych są takie kierunki, na których nie robi się nic konkretnego i jest to ewidentna wina kadry i wyposażenia. Wiem też jednak, że sporo zależy od studenta, bo po swoich studiach także widzę, że niektórzy mocno się ślizgają, byle przebrnąć, i wiedzy nie wynieśli z nich zbyt wiele.

        Ogólnie pewnie będziesz miał rację w przypadku bardzo wielu kierunków i studiów, ale jednak jak się pójdzie na studia do jednej z lepszej uczelni (niekoniecznie naj-, najlepszej – wystarczy po prostu dobra) to czuć różnicę i ja z kolei mam w swoim otoczeniu tylko takich ludzi, którzy już w trakcie studiów mają pracę w branży (której nie zdobyliby bez studiów) i szczerze – większość nie jest jakaś wybitna, po prostu dobrze studia wybrali.

        1. Dzięki za taki obszerny komentarz. Artykuł miał też na celu udowodnić że… Na studia nie trzeba iść zaraz po szkole średniej. A co jeśli programowanie jednak mnie niekreci? Że to nie to? Jesteś kilka lat w plecy nie wspominając o kosztach.

          Uważam że lepiej sprawdzić się na rynku pracy zobaczyć co Cie kręci. Bo na studia w teorii wrócić można zawsze

          1. To akurat jest święta prawda 🙂

            Niemniej osobiście uważam, że zamiast czekać ze studiami, lepiej jest po prostu wcześniej pójść do pracy. Nawet jeśli nie uda się ostatecznie zdobyć zatrudnienia, to samo rozejrzenie się po rynku z perspektywy poszukującego pracy daje ogromnie dużo (a raczej obala bardzo dużo mitów na temat tego, jak ten rynek wygląda).

            Dodatkowo pierwsze zawodowe doświadczenia są nieocenione w kontekście weryfikacji tego, co faktycznie chcielibyśmy zawodowo wykonywać, a co nie, co powinniśmy (bo mamy do tego predyspozycje), a co nie.

            Przykładowo: inaczej jest siedzieć w domu i teoretyzować, jakim to się będzie świetnym finansistą, a inaczej zwyczajnie zatrudnić się jako asystent księgowego, zobaczyć, jak wygląda praca i wtedy faktycznie stwierdzić, czy dłubanie w cyferkach nas pociąga, czy nie 🙂

            Kiedy skończyłam 18 lat zaczęłam poszukiwanie legalnej pracy. W klasie maturalnej pracowałam na pół etatu w call center – niesamowicie dużo mi to dało. Nabyłam umiejętności sprzedażowe, które kilka lat później były atutem przy szukaniu kolejnej pracy. Pokonałam nieśmiałość, zdobyłam pewność siebie, dowiedziałam się, jak wyglądają procesy rekrutacyjne i praca w dużym korpo, nauczyłam się szukać pracy i organizować sobie czas, odłożyłam kapitał. Ponadto dowiedziałam się, że lubię i umiem pracować z ludźmi, ale też potrzebuję pracy, której efekty są dobrze określone i mierzalne, a także takiej, której wykonywanie angażuje też logiczną półkulę mózgu.

            To samo można zrobić w trakcie gap year, ale mając status studenta łatwiej o pracę, w dodatku nie traci się zniżek, ubezpieczenia ani świadczeń (alimenty, renta), jeśli ktoś posiada. W dodatku ukończone studia – choćby gównostudia – to +8 lat do stażu pracy, możliwość otrzymania stypendium socjalnego i taniego zakwaterowania, czyli ogromna szansa dla ludzi z małych miejscowości, w których ciężko o pracę.

            Uwzględniając te wszystkie czynniki to IMO warto pójść na studia, ale nie traktować ich tak super poważnie, mieć też świadomość tego, że są one raczej środkiem do celu, aniżeli celem samym w sobie i warto sprecyzować sobie ten cel i to, czego od studiów oczekujemy bardzo jasno. Warto też pamiętać, że ten wyznaczony na początku cel zapewne się zmieni – i to bardziej „na pewno” niż „może” – warto więc stawiać na elastyczne, wszechstronne opcje, aniżeli wybierać już od początku bardzo wąską ścieżkę rozwoju, dać sobie możliwość wyboru i prawo do zmiany zamiast fiksować się na jedną opcję.

            Warto też pamiętać by nie brnąć ślepo w ślepy zaułek i jeśli zorientujemy się, że przy wyborze studiów popełniliśmy błąd – wziąć to na klatę, postawić się dziadkom / rodzinie, zastanowić się nad naszymi życiowymi priorytetami / celami podjąć dojrzałą decyzję… Popełniać błędy to nic złego – gorzej w tych błędach uparcie trwać udając, że wcale błędem nie były. Sama źle wybrałam pierwszy kierunek studiów i wcale się tego nie wstydzę, a decyzja o zmianie kierunku studiów była najlepszą w moim życiu. Rodzice oczywiście załamywali ręce „ojezubozusicku, rok w plecy, życie zmarnowane i skreślone” ale to jest takie pierdzielenie i nieprawda, że teraz z perspektywy czasu się z tego mocno śmieję, chociaż oczywiście w trakcie podejmowania decyzji tak zabawnie nie było 🙂 Zły wybór pierwszego kierunku też mnie dużo nauczył – to wcale nie był czas zmarnowany – być może by był, gdybym tam została 😉

            Ogólnie dobrze, że napisałeś takiego posta, bo to dobra kontra do często chorej presji, jaką wywiera rodzina na – nie oszukujmy się – dzieci. W ogóle nie ukończyć studiów to też nic złego, i bez nich można sobie jak najbardziej w życiu poradzić – w tej materii warto akurat warto podchodzić z dużym sceptycyzmem do tego, co mówią nam rodzice, szczególnie, jeśli sami studiów nie skończyli… Dla przeciętnego młodego człowieka jest jednak szereg powodów, dla których warto pójść na studia nawet, jeśli nie mamy zamiaru ich ukończyć – tylko należy samemu te powody znaleźć, rozumieć i w nie wierzyć, a nie pozwolić sobie narzucić cudze zdanie w tak istotnej kwestii… Jeśli ktoś nie jest w stanie uwolnić się od gadania rodziny na tyle, by nabrać odrobiny potrzebnego do podjęcia takiej decyzji dystansu to wtedy też warto zrobić przerwę, a decyzję odwlec, by była w pełni samodzielna i świadoma.

          2. Dokładnie to miałem na myśli pisząc ten artykuł – brak studiów to nie koniec świata – często właśnie pierwsza praca daje nam więcej niż rok czy dwa studiów. Bardzo mocno weryfikuje poglądy i doświadczenie – zaczynałem podobnie jak Ty – od pracy w callcenter – ogrom doświadczenia, które tam nabyłem – żaden studia chyba tego nie dadzą 🙂

          3. Do Madix.
            To musiałaś iść na studia żeby dowiedzieć się rzeczy które są w książkach i internecie?
            Bez przesady, że bez studiów nie znalazłabyś tej wiedzy i nie usystematyzowałabyś jej. No to źle o Tobie w takim razie świadczy.
            I nie pie…… głupot że na studiach robisz bardziej skomplikowane projekty niż w pracy. Sam skończyłem kierunek techniczny (budownictwo) i oceniam to źle.
            Człowiek trafia na budowę lub do biura, a tam praca nie wygląda jak na studiach.
            Ok może ma się jakąś wiedzę gdzieś po 2-3 roku, no ale to nie jest wiedza zamknięta tylko w murach uczelni, wprost przeciwnie. I ku woli ścisłości nie da się być projektantem czy kierownikiem bez studiów, więc są potrzebne, ale z autopsji widzę że 90-95% wiedzy zdobywałem sam.
            Więc w IT jest jeszcze łatwiej zostać świetnych nie kończąc żadnych studiów, bo środowisko pracy to komputer + jakieś elementy do ćwiczenia elektroniki.
            Żaden wybitny specjalista nie został nim bo na uczelni go tego nauczyli, tylko robił to po godzinach z pasji.

  8. Jej, ja od 6 roku życia wiedziałam, na jaką uczelnie wyższą pójdę. Kocham moje studia, chociaż marudzę na nie codziennie, to jestem w 7 niebie kiedy dzieje się coś ciekawego. I piszę ten komentarz mimo, że nie zdałam dziś egzaminu jednym punktem, to nadal kocham te studia. I mogę nie spać przez tydzień i żyć na kofeinowych palpitacjach to i tak kocham te studia. Kocham zdobywać wiedzę, kocham wstawać na zajęcia, kocham siedzieć i grzebać w modelach z gipsu. I wszystkie punkty tego wpisu się u mnie nie sprawdzają. Współczuje wszystkim, którym studia nie dają okazji do podskakiwania w górę przez pół dnia, kiedy zrobiło się coś nowego. Bo to jest naprawdę super jak się wbiega do mieszkania i krzyczy:o booooooruuuu jestem mistrzem wiertłaaaaaaaaaaa, wypełniłam pierwszego prawdziwego zęba, na prawdziwym pacjencie, nikt nic za mnie nie robiiiiiił i dr powiedziała, że bardzo ładnie wyszłooooooooooooooooooooooooooo. (ps nie wiem co się będzie działo po pierwszej ekstrakcji, oby pacjent nie był świadkiem nadmiernej ekscytacji).

          1. Żeby zostać lekarzem dentystą trzeba iść na UM na kierunek lekarsko-dentystyczny, nie ma żadnych specjalności, wszyscy uczą się tego samego i zdają ten sam egzamin państwowy. Później można ew. iść na specjalizację.

          2. fajnie.
            a jak z pracą po? praca u kogoś czy własny zakład? Masz jakiś plan? Wiesz już jak wygląda temat z NFZ itp?

          3. Mam nadzieję nigdy nie mieć do czynienia z NFZtem, tylko złapać jakąś posadę w prywatnej przychodni. Własny gabinet kosztuje takie pieniądze, że może na starość :p Ale to oczywiście moje myślenie życzeniowe, życie zweryfikuje to jeszcze 100 razy.

    1. Zawód stomatologa wymaga takich studiów i egzaminu końcowego + stażu. OK.
      Ale wyobraź sobie że mogłabyś to robić bez studiów. Pracując jako asystent lekarza-stomatologa i zdobywać wiedzę i doświadczenie u niego + wiedzę z książek o którą nie trudno.
      Nie wmówisz mi że 100% przedmiotów Ci się do czegoś przyda, nie mówię że to zła droga, ale w praktyce może 70 przedmiotów ze studiów wykorzystujesz w przyszłości, a czas ucieka.
      To tylko abstrakcyjna hipoteza, ale czy nadal pchałabyś się na studia?

          1. A czy nauczyciele są zadowoleni ze swoich stawek? 😉

            Ważniejsza jest chyba satysfakcja, bo czasami to orka na bardzo kamienistym „polu”. Jednak gdy dowiadujesz się, że Twój uczeń uratował komuś życie, udzielając prawidłowo pomocy przy wypadku drogowym lub innym zdarzeniu gdzie były ofiary (miałem już tak kilka razy) to wiesz, że jest sens pakować w nich tę wiedzę, choć czasami odbywa się to bardzo opornie.

  9. Jestem studentem 6 semestru Mechaniki i Budowy Maszyn na specjalności Technika Tworzyw Polimerowych.
    2. Kierunek na którym jestem jak najbardziej da mi pracę, bo już teraz mogę przebierać w ofertach, jest to branża bardzo szybko się rozwijająca, w której brakuje ludzi do pracy.
    3. Oczywiście, że studia dadzą mi pracę, uczelnia ma podpisaną umowę z klastrem przemysłowym, z którego firmy werbują studentów.
    4. Laboratoria mamy wyposażone w sprzęt warty grube miliony. Cały czas pracujemy na tym sprzęcie, co więcej jest to sprzęt, którego używa się w większości firm.
    5. Studia nie dadzą mi doświadczenia, to prawda- ale dadzą mi możliwość, żeby później je zdobywać w dobrej pracy.
    6. Coś kosztem czegoś
    7. Oj dadzą papierek 😉 Bez niego można zapomnieć o awansowaniu na stanowisko kierownicze w przyszłości, tam wymagane jest wyższe wykształcenie.
    8. Studia naucza myśleć. Nauczą kombinować, rozwiązywać problemy małym nakładem sił, czyli rzeczy które są później wymagane w pracy.

    Pewnie, że można próbować prowadzić swoją firmę, co wiąże się jednak z większym stresem. Można sobie też „łapać” jakieś poboczne zlecenia, które jednorazowo dają duże zastrzyki gotówki. Niektórzy ludzie wolą jednak pracę od godziny A do B, powrót do domu i spędzanie czasu z rodziną. Możliwość planowania wyjazdów, bo nic akurat nie wypadnie w firmie. Możliwość planowania wydatków, bo dochód jest zawsze taki sam, niezależnie od tego czy firma ma lepszy, czy gorszy miesiąc.

    1. Świetnie! Nie wiem czy zwróciłeś uwagę ale pod koniec artykuły wspominałem dokładnie o takich kierunkach jak Twoje – ściśle techniczne lub dające uprawnienia są ok.

      Pozostaje oczywiście trudne zagadnienie pod tytułem czy odnajdziesz się na rynku pracy po skończeniu studiów tzn czy wciąż będzie Cię to kręcić, interesować i czy będziesz chciał w tym zawodzie pracować – ale jeśli tak, to super, takie techniczne studia są najbardziej dobre!

  10. Powiedzmy sobie szczerze że nie każdy może być biznesmenem, bo potrzebni są ludzie którzy pracują .na co dzień ułatwiając życie tym co zarabiają więcej . Ja akurat mam duszę biznesmena i z niskim kapitałem bootstrapuje 😉 Np koleżanka po pielęgniarstwie na Akademii Polonijnej w Częstochowie obrała inną drogę – wyjechała do Skandynawii i z zarobków tam po jakimś roku będzie miała z 1 mln zdolności kredytowej. Jeśli nie postanowi „zainwestować” we własny dom tylko w nieruchomości na wynajem to przed 40 będzie mogła iść emeryturę .

    1. To prawda – część moich znajomych zrobiła podobnie. Siedzą w USA, albo w Szkocji. Jak na polskie warunki zarabiają bardzo dużo. Więc kupuli po 2,3 mieszkania lub domy w Polsce – planują za 4-10 lat wrócić i tak naprawdę mając kilka mieszkań już ze spłaconym kredytem raczej nie będą musieli się martwić skąd brać kasę na przyjemności na stare lata.

  11. Ciekawy artykuł, jednak nie do końca się zgodzę z jego przesłaniem. Wiem po sobie, że studia uczą wiele i uświadamiają, jakich wyborów w przyszłości należy unikać. Czy studia to czas przedłużonego dzieciństwa? I to zostało napisane w kontekście kraju, w którym niemal 80% studenótw pracuje! Kończyłam uczelnię niepubliczną SAN w Łodzi, a jednocześnie podbijałam świat studenckiej pracy na 3/4 etatu. To była prawdziwa szkola życia. Studia to jedyny czas, kiedy możecie aż tak dogłębnie poświęcać się swojej pasji – oczywiście jeżeli wybierzecie fascynujący Was kierunek.

  12. Tak, TAK!!! Chciałam napisać taki artykuł, myślę dokładnie tak samo i mam podobne doświadczenia do Twoich. Piona!

  13. Jestem w połowie trzeciego roku studiów. I poważnie myślę o tym żeby to rzucic, zacząć pracować, zarabiac na siebie i jednocześnie samodzielnie podnosic swoje kwalifikacje, wykorzystując częściowo zarobione pieniądze. Studiuję już 5 lat, każdy rok poprawiałam. I tak się zastanawiam, czy to przypadek, czy gdzieś moja podświadomość jednak mi mówi ze nie chce studiować, że nie muszę tego robić? Ten miesiąc będzie kluczowy dla tego co wybiorę, i naprawdę się waham, mimo że jestem myśli że naprawdę nie potrzebuję tego papierka, że bez kroczenia za tą ścieżką którą wydeptała mi rodzina typu „nauka to do potęgi klucz”, dam lepiej radę niż wszystkim się wydaje. I co teraz?

  14. Wydaje mi się, że trzeba sobie po prostu zadać bardzo proste pytanie: Czy to co chcę studiować da mi konkretną pracę za godziwe zarobki? Ale weź to przetłumacz 19-nastolatkowi… 😉
    Po swoich 5ciu latach budownictwa miałem poważne wątpliwości czy to wszystko miało sens widząc, że koparkowy zarabia 5 razy tyle co ja i ma 5 razy mniej stresującą pracę. Przez następne 5 lat jednak ciężko pracowałem, dużo się uczyłem i z perspektywy czasu widzę, że spokojnie dało się odrobić ten ‚stracony czas’. Bo powiedzmy sobie szczerze te 5 lat studiów to głównie były balangi, sciąganie na egzaminach, od czasu do czasu i w wakacje bylejaka praca dorywcza. Reasumując – zero praktycznych umiejętności na koniec 🙂
    Ale teraz są już studia dwupoziomowe więc myślę, że warto jednak zaryzykować. Te 3 lata dla ‚papierka’ to na pewno nie jest taki okres, którego nie dałoby się nadrobić w przyszłości.

  15. Widzę autorze, że ma kompleks małego penisa, więc postaram się ci wyjaśnić kilka rzeczy:

    1. Jeśli chodzi ci osoby, które poszły do liceum z myślą „teraz nie myślę o studiach – potem się zobaczy” to jasne. Jednak ludzie chodzący do liceum bardzo często mają już plan na życie i wiedzą w jakiej branży będą pracować. Ja od zawsze wiedziałem, że chce iść na matematykę i nie zmienię zdania z dnia na dzień.
    2. Rozumiem, że studia matematyczne z informatyką nie dadzą mi pracy. No tak. Zrywam studia lecę do zawodówki!
    3. Nic ci nie da pracy, tylko kwalifikacje. Pójście do technikum czy zawodówki też ci nie gwarantują zawodu.
    4. Na wielu studiach są praktyki i to nie takie jakie tam wymieniłeś. Jeśli ktoś kto np. studiuje informatykę, a na swoich praktykach myje podłogę to chyba widocznie coś jest nie tak, hmm?
    5. Praktyki czyli praca daje ci doświadczenie, więc ten punkt to chyba dałeś tu tylko po to by był, bo odnosi się on niemal w 100% do punktu 4.
    6. Technikum i zawodówka też ci ich nie dadzą tylko praca, hmm?
    7. Każdy gdzieś praktyki zaczyna. Pracuje na stażu. Ja nie oczekuję, że wraz ze skończeniem moich studiów będę zarabiał kokosy i od razu będzie wszystko okej. Jak w każdym zawodzie. Wszystko polowi, aż do celu.
    8. Ciężka nauka na studiach to chyba podstawa. Egzamin to jedynie potwierdzenie tego, że ciężko się uczyłeś.

    Podsumowując, uważam, że wiele studentów wyobraża sobie nie wiadomo co, ale większość rzeczy, które ty napisałeś tutaj żeby po prostu były, a nie odnoszą się często do realiów. Ogromne ilości ludzi w Polsce i na całym świecie idzie na studia i co? Każdy z nich lub nawet większość prauje na kasie w Tesco? Obiektywności trochę by nie zaszkodziło 😉

  16. A jakieś rady dla aspołecznej osoby ? Trochę słabo bo osobowość unikającą ma mniej niż 1% ludzi a to naprawdę nie pozwala na kontakty społeczne – w większości przypadków jest to niemożliwe bo budzi skrajnie złe emocje, stres, co pociąga za sobą mobbing etc. Dla takich osób totolotek to chyba jedyne rozwiązanie… Firma to pieniądze lub kredyt + dobre lokum – bez tego to szukaj pan klientów… Mówi się dużo o allegro etc. ale ile osób osiąga w tym sukces a ile pozostaje na lodzie ? Naprawdę jeśli nie idzie się na początku po trupach, nie naciąga się etc to klientów i popularności się mieć nie będzie.

    1. Nie zgodzę się w szczególności z końcówką – po trupach i naciągając klientów. To PRL-owy mit i kłamstwo. To chodzenie na skróty, które może wydawać się ciekawą alternatywą ale w praktyce zawsze generuje jeszcze większe problemy. Poczytaj na różnych blogach – freelancerzy pracują zdalnie z różnymi problemami. Znam osoby z silną depresją, dwubiegunowością, na wózkach czy z wieloma innymi ograniczeniami. Mogą spokojnie pracować przez internet – kwestia znalezienia niszy, która im odpowiada i odpowiedniej perspektywy czasowej. IMO dla osoby aspołecznej najciekawsze może wydawać się pójście w kierunku programowania 🙂 W większości przypadków można pracować zdalnie – a nawet na etacie programiści mają otoczkę osób niedotykalnych. Im się po prostu nie przeszkadza bo każda ich minuta jest bardzo wartościowa 🙂

  17. Ok, wszystko pięknie, ruszaj w świat – do Anglii na zmywak? Nie widzę innej perspektywy dla osoby bez umiejętności i PIENIĘDZY

    1. To masz bardzo słabą perspektywę. Jakie masz możliwości po studiach? Dokładnie takie same.

      Na początku drogi zawodowej łapiemy się każdej pracy jaką się da – od pracy w MacDonaldzie, przez zmywak. Im bardziej świadomi jestesmy tego gdzie chcemy pracować, co nas interesuje i w czym się rozwijamy tym bardziej „skaczemy” pomiędzy kolejnymi firmami aby osiągnąć nasze cele 🙂

  18. śmiech na sali te kierunki i uniwerki, najlepsze jest to ze poszedlem prywatnie i spokój – student wyższej szkoły bezpieczeństwa

  19. Jestem w troche zakłopotanej sytuacji. Właśnie zacząłem studia na kierunku budownictwo w Lublinie, skonczylem rowniez technikum budowlane i teoretycznie powinienem lepieć przyswajać wiedze bo juz mam jakis zarys. Mniejsza. Poszedlem na studia, ale rownoczsnie pracuje z tata jako hydraulik, gdyż prowadzi swoja działalność, nie duża, ale prowadzi. Bardzo podoba mi sie to co robi, uczy mnie, pracuje w milej atmosferze, wszystko to co mi pokazuje chłonę jak gąbka wodę, jednak jest jedno ale. Tata mowi mi rowniez ze jak skoncze studia budowlane bede mogl poszerzyć swoj zakres umiejetności, bo bede mial ten „papier”, że bede mogl zostać inspektorem nadzoru i łapać sobie fuchy, odbierac budynki, a jednoczesnie pracować jako hydraulik bo bardzo mi sie to podoba. Jednak nie jestem do konca do tego przekonany gdyż żeby zostac inspektorem z pewnoscia trzeba kilku lat praktyki, studia ktore wlasnie teraz podjąłem oraz kontaktow ktorych nie mam. Skończyć mogę skończyć, tylko czy warto robić to czego sie niekoniecznie lubi? moze z czasem to polubie, ale boje sie ze jak bede zdobywać praktykę przez te lata zeby być inspektorem zapomnę hydraulike, albo wejdzie jakas nowa technologia i bede mial problem. Dodam ze jakbym nauczyl sie hydrauliki, przejalbym dzialanosc po tacie i co najwazniejsze nie musialbym szukać klientow, bo juz byłbym znany i miał sporą wiedze na ten temat. Co myslicie na ten temat? co byście zrobili? studiowali i pracowali? czy bardziej poświecili czas na to co bardziej sie lubi zeby być w tym najlepszym? Nigdy nie mialem problemu z podejmowaniem decyzji, ale jednak tutaj sam sie zakłopotałem. Najgorsze jest to ze jak siedze na studiach czuje ze czas ktory moglbym spedzic w pracy trace go i mniej sie naucze praktyki, ktora jak mowisz jest baaardzo cenna, a papierek niekoniecznie. Wiecie, podobno jak slucha sie rodzicow to na dobre sie wyjdzie, sam czuje ze troszke zmusza mnie do tego tata, a ja nie chce tez go zawieźć, co robić, jak zyc?;/

    1. Wow długi komentarz! Dzięki 🙂 Faktycznie Twoja sytuacja jest bardzo nietypowa. Niedawno na TEDxBydgoszcz jeden z moich znajomych miał świetne wystąpienia zatytułowane – Ostrożnie z tą pasją – obejrzyj po kliknięciu tutaj.. Warto po prostu abyś rozważył czy musisz na swojej pasji zarabiać. Może po prostu praca jako inspektor albo jako hydraulik da Ci pieniądze, które pozwolą realizować Ci inną pasję? Praca sama w sobie nie musi być celem. Możesz mieć do niej stosunek po prostu neutralny 🙂 Oczywiście problem zaczyna się wtedy, kiedy praca którą wykonujesz zaczyna Cię męczyć. Możesz wtedy zrobić 2 rzeczy – albo zmienić swoje nastawienia albo zmienić pracę 🙂 Decyzje są bardzo trudne. A może mógłbyś rozwijać się w obu kierunkach? Pomóc tacie ale równocześnie dbać o bycie inspektorem? Jak sam napisałeś, na początku potrzebujesz sporo czasu, aby mieć dużo zleceń w pracy inspektora.

      1. Dokładnie, boje sie jednak o to ze jesli poświece czas na bycie inspektorem, zapomnę fachu hydraulika, a bardzo mi sie to podobna, a inspektor niekoniecznie. Tylko glupio nie skonczyc tych studiow jak juz polowa drogi za mna, w koncu skonczylem technikum budowlane :c Druga srawa, jak skoncze studia dojade juz do tego inspektora, tata bedzie mial juz swoje lata a ja zostane z tym sam razem z bratem. Czas pokaże jak pierwszy semestr zalicze to bede dalej a jak nie to wtedy bede myśleć :p

        1. Zostaje mi jedynie życzyć powodzenia 🙂 Odzywaj się co jakiś czas – jestem ciekaw jak potoczy się Twoja historia

  20. Od jakiegoś czasu myślę, że nie nadaję się do studiowania. Mam już rok w plecy, studiowałam kierunek, który wybrałam tylko dlatego, że fajnie brzmiał, a nie miałam pojęcia na jakie studia iść. Presja rodziny i całego otoczenia nie pozwalała mi nawet pomyśleć o tym, żeby nie iść na nie. Pod koniec drugiego semestru rzuciłam studia, stwierdziłam, że to nie dla mnie. Szukałam tym razem czegoś co naprawdę mogłoby mnie zainteresować. Nagle mnie olśniło i tak wylądowałam w tym roku na pedagogice specjalnej. Wcześniej nawet pedagogiki nie brałam pod uwagę. Ale pomyślałam, że skoro lubię dzieci, zrobiłam jakiś czas temu kurs języka migowego, jestem mega opiekuńcza i tak dalej to, że to musi być to. Nadal myślę, że to jest to, dobrze się tu czuję i wiem, że chciałabym pracować w tym zawodzie. Jednak nie mam zapału do samego studiowania. Od października na niektórych wykładach byłam tylko raz. Mam dwukrotnie większą liczbę nieobecności niż dozwolone na lektoracie, nie chodzę na wf bo ciągle sobie mówię, że odrobię na czymś innym. Czuję, że chodzenie na te wykłady, mnóstwo niepotrzebnych informacji i to wszystko związane ze studiowaniem mnie przytłacza i nie potrafię tego robić. Chciałabym pracować, zdobyć doświadczenie w przeróżnych miejscach i w różnych dziedzinach. Poza pracą z dziećmi, wiem, że dobrze czułabym się w roli nawet jakiejś recepcjonistki/sekretarki bo lubię organizować itp. Mój problem polega na tym, że nie chciałabym rozczarować mamy. W zeszłym roku była za tym, że jeśli tak czuję to żebym się nie męczyła. Teraz jednak ciągle mi powtarza, żebym się uczyła bo już mam rok w plecy. No i cała ta presja, żeby mieć ten papierek jest trudna do wytrzymania. Nie wiem czy rzucić studia i zdobywać doświadczenie czy jakimś cudem spróbować skończyć chociaż licencjat. Czuję narastającą frustrację, musiałam gdzieś dać temu upust. 🙁

    1. Niestety… wielu moich czytelników ma podobne doświadczenia jak Ty. Nie wiem czy w Twoim przypadku niezbędne są jakieś konkretne uprawnienia (wydaje mi się, ze tak) więc może warto pociągnąć jeszcze trochę. Ale niestety nie dam Ci konkretnej rady bo sytuacja jest zbyt indywidualna 🙂
      PS
      Dwa lata temu nauczyłem się migowego i dużo pomagam społeczności Głuchych to bardzo ciekawy temat 🙂

  21. Czesc Michał,masz trochę racji mimo to moim zdaniem zrobienie studiów jest okej pod warunkiem że zrobi się odpowiedni kierunek i będzie w niego w 100% zaangazowanym bez ślizgania się ;). Nie odpowiedni kierunek to np. Bezpieczeństwo Wewnętrzne.Jestem w służbach i kiedy studenci przychodzą z papierkiem licząc na pewne zatrudnienie ich mina robi się nietega kiedy słyszą „ale My potrzebujemy ludzi po ratownictwie medycznym,robotyce,informatyce itd” Młodzi ludzie nie wiedzą co chcą robić i są mamieni jakimiś dziwnymi ogólnymi kierunkami.

    1. I właśnie o tym pisałem w tym artykule. Zacznij pracować, zacznij rozwijać swoje umiejętności i dopiero wtedy jeśli znajdziesz pasję, którą musisz rozwijać na studiach (ze względu na „papierek”.

    1. Gdzieś wewnętrznie wyczuwam tutaj marketing szeptany 🙂 Czy napewno czytałeś artykuł? Pisałem tam, między innymi o tym, że moim zdaniem np. programowanie raczej nie wymaga studiowania…

  22. Jestem na końcowym etapie studiów, został mi ostatni semestr licencjatu i poważnie zastanawiam się czy jest sens iść na studia II stopnia (czyt. magisterkę) szczególnie na uczelni ekonomicznej, gdzie z doświadczenia zauważyłam, że praca nauczyła mnie o moim fachu więcej w 2 miesiące, niż te 2 lata nauki…. myślę, że pora na przerwę, a na studia zawsze można wrócić, tak jak mówisz, gdy ktoś mi powie, że ten „papierek” coś mi zagwarantuje… choć dotarło do mnie, że nie wyobrażam sobie siebie w korporacji, to czy jest sens…. dzięki za kilka słów wsparcia w takich decyzjach, bo póki co też całe otoczenie krzyczy „musisz mieć tytuł magistra!”. Pozdrawiam, Paulina

    1. No to myślisz bardzo podobnie jak ja 🙂 Nie zawsze warto iść za tłumem – lepiej brać byka za roki i testować, sprawdzać szukać. Fajnie, że udało Ci się znaleźć pracę „w fachu” to rzadkość 🙂

      sukcesów! dawaj znać jak Ci idzie w pracy!

  23. Super artykuł! Z własnego doświadczenia stwierdzam, że studia to pomyłka. Rzuciłam jeden kierunek po 3 mies, jestem na drugim roku kolejnego i jedyne o czym myślę to by to wszystko rzucić 😉 studia dzienne niby są bezpłatne a jak podliczy się wszystkie wydatki za warunki i „błędy” w administracji to się okazuje, że można za to mieć dobry kurs językowy. Zgadzam się, że na niektóre studia warto iść, ale niestety większość jest pomyłką, nie uczą niczego i tylko traci się czas. I jest to opinia prawie każdego studenta, na każdy rocznik liczący po 200 osób jedynie kilka jest wybitnie zainteresowanych swoim kierunkiem i wiąże z nim przyszłość. Smutna prawda, a dodatkowo nawet jeśli coś nas interesuje, to prawdopodobnie nie mamy szans na dostanie się w rekrutacji lub same studia nam obrzydzą daną dziedzinę (coś o tym wiem).
    Miejmy nadzieję, że kiedyś studia zaczną mieć jakiś sens, pozdrawiam!

    1. Cóż nie wiem jak jest dokładnie za granicą ale podobało mi się kilka zdań, które na ten temat powiedział jeden z założycieli MacDonalda – mamy za wiele ludzi uczony a za mało dobrze pracujących.
      I to jest chyba sedno. Humaniści i intelektualiści są potrzebni – wręcz niezbędni społeczeństwu. Problem zaczyna się wtedy kiedy nie ma odpowiedniej równowagi – a przez to zaczyna brakować ludzi którzy po prostu potrafią wykonywać jakąś pracę. Sam jestem tego ofiarą – potrafię robić kampanie AdWords, SEO, pisać blogi i setki innych rzeczy – ale czasami podstawowe rzeczy remontowe mnie przerastają… Natomiast wielu moich znajomych po np. filologiach uważa, że np. wymiana gniazdka w mieszkaniu to poniżej ich godności…

  24. W pełni się zgadzam z tym podejściem w dziedzinach biznesowych. O innych nie wypowiadam się, bo wiem tylko ze słyszenia…
    Ja skończyłem studia licencjackie, dosłownie w mękach. Jak idziesz na konferencję czy szkolenie z „ekspertem”, który przez kilka godzin udaje że wie co mówi, to najwyżej masz zmarnowany dzień. Ale jak ktoś przez 3 czy 5 lat to robi 5 dni w tygodniu, to jak to nazwać? Cyrk na kółkach…
    A tak bardziej do rzeczy, to pozytywna na studiach jest ta cała otoczka wokół nich. No bo możesz sobie żyć beztrosko, trochę na krawędzi, chodzić na imprezy, poznawać czy spotykać się z wieloma nowymi osobami, chodzić spać w środku nocy czy w ogóle etc. Minusem jest jednak to, co chcąc niechcąc, wykształcasz w sobie przez studia, czyli:
    – że inni (Ci mądrzejsi) muszą Ci potwierdzić że to co stworzysz (prezentacja, praca) jest dobre. A w rzeczywistości rynkowej nigdy tak nie ma. Robisz tak jak uważasz i albo ludzie to kupują albo nie…
    – musisz chodzić na zajęcia, nawet jeśli nic nie wnoszą, bo poniesiesz karę (gdzie tu samodzielność i zaufanie do swoich decyzji?)
    – wykładowcy muszą się upewnić że znasz materiał i przypilnują osobiście żebyś nie kopiował od innych (znowu utrwalamy schemat rodzic-dziecko)
    – studenci często nie rozumieją czemu mają się czegoś uczyć, wykładowcy tego nie uzasadniają,

    Podsumowując, wszyscy pracodawcy niezmiennie się dziwią, dlaczego świeżo upieczeni absolwenci nie mają inicjatywy i są niesamodzielni. No a gdzie mieli się tego niby nauczyć?!

    Trudno też próbować przekonać innych, którzy skończyli studia do takiego postrzegania. No bo kto Ci się przyzna otwarcie że zmarnował 5 lat swojego życia?!

    1. Piotr masz dużo racji w tym co piszesz. Ale jak wyargumentujesz w tej sytuacji zachowanie studentów, którzy choć nie mają doświadczenia, wiedzy, sa wykastrowani z kreatywności A MIMO TO żądają zapłaty często 2x, 3x większej niż pracownik z doświadczeniem…?

      1. No pewnie, że są… bo wszelkie formy kreatywności są często piętnowane czy to w szkole, czy na studiach np. „odłóż ten model, to nie służy do tego…” albo „nie trzymał się Pan przesłanych założeń”, „pracy dyplomowej nie pisze się w taki sposób” itd. Studia narzucają Ci formę myślenia, która jest „właściwa” – to jest po prostu indoktrynacja wg. starych frustratów, który siedzą latami na uczelni. Oni „przygotowują” studentów do pracy, ale tak naprawdę jej nigdy nie wykonywali, nie mają świadomości jakie są aktualne trendy i zapotrzebowanie rynkowe. I w tej swojej arogancji życzą sobie, żeby ich tytułować i potulnie realizować ich zamysł. Potem taki pozbawiony „własnego rozumu” student, przeświadczony że jest w pełni przygotowanym do pracy kandydatem, zderza się ze ścianą – zwaną rzeczywistością. Reaguje w jedyny znany sobie sposób – czyli butą, której nauczył się od swoich „mentorów” naukowych…
        Problem który się potem pojawia, to nie to, że masz niewykwalifikowanego pracownika, bo to jest norma. Tylko fakt, że ty jako pracodawca musisz takiemu absolwentowi wymienić system, bo podejście które wyniósł ze studiów zupełnie nie nadaje się do pracy…

        Taka jest moja teoria.

          1. Myślę Michał, że tytuł tego wpisu już sam jest odpowiedzią na Twoje pytanie. Trzeba mieć swój rozum, budować zaufanie do swoich decyzji i uczyć się na błędach. No i nie tracić czasu na rzeczy bez przyszłości…

  25. A ty mowisz otym by ludzie nie chodzili na studia dlatego ze tobie sie nie udalo czy co?
    mowisz ze studia nie sa przydatne otoz mylisz sie maly czlowieczku. Wystarczy dobrac sobie odpowiedni kierunek ktory bedzie dawal prace w przyszlosci. Ale ty pewnie i tak bedziesz uwazal inaczej bo nie widzisz nic innego jak tylko minusy w studiowaniu.
    Tacy ludzie jak ty to przewaznie leniwe sk.syny ktorym sie po prostu nic nie chce.

    1. Cześć Aniu,

      nie ukrywam, że jestem bardzo zaskoczony Twoją agresją w głosie. Z czego to wynika? Dlaczego posługujesz się wulgaryzmami i obrażasz mnie osobiście skoro właściwie się nie znamy?

      Nie rozumiem też Twojej wypowiedzi – w artykule kilkukrotnie wspominam o kierunkach, na które również warto iść…

    2. Przecież autor wspominał, że są kierunki na które warto, te wyspecjalizowane (robotyka, medycyna, prawo itd.). Chodzi bardziej o to, że x-logia guzik Ci da, a studentów, po czymś takim mamy milion 🙂

  26. Właśnie jestem w trakcie matur, choć szczerze powiedziawszy wcale nie planuję iść na studia, choć rodzice na to naciskają. Planuję spełniać się w swojej pasji i rozpocząć kurs trenera personalnego. Jeżeli kiedyś znajdę coś ciekawego i faktycznie przydatnego na uczelni to chętnie się na nią udam. Aczkolwiek na razie tak jak to podkreśliłeś w artykule wciąż odkrywam siebie i chcę spełniać swoje marzenia. Jeżeli nagle zachce mi się pobyć jednym z wielu to podejmę studia.
    Super artykuł! Fajnie, że poparłeś się opiniami studiujących, to daje szerszy i bardziej obiektywny pogląd na sprawę.

    1. W Twoim przypadku jeśli chcesz być profesjonalnym trenerem, wykształcenie wyższe zazwyczaj jest wymagane 🙂 To zależy oczywiście czym chcesz się zająć ale np. dietetyka czy fizykoterapia bardzo często dają uprawnienia. Powodzenia!

      1. Jestem dietetykiem. Zrobiłam w mękach licencjat, rzucałam studia w zasadzie każdego tygodnia. Nie mogę powiedzieć, że kocham ten zawód, ale na pewno idzie mi nieźle i klienci są zadowoleni. Na mgr nie poszłam,trzy literki już mam ;P i nie żałuję. Myślę, że akurat na dietetyce studia na dobrej uczelni się przydają, bo czasem oczy bolą na widok tego, co ludzie wypisują w internecie. Pracę zaczęłam już na drugim roku studiów. Na trzecim, jeszcz przed obroną zaczęłam pracować w jednej z bardziej znanych poradni dietetyki sportowej w Polsce. Obecnie (2 lata po licencjacie) radzę sobie całkiem nieźle, otwieram własną firmę i prowadzę bloga. Moje koleżanki, które poszły na mgr pracują w kawiarniach albo są recepcjonistkami. I wszystkie jak jeden mąż mówią, że to najgorsze co zrobiły. Jeżeli ktoś chce pisać doktorat, proszę bardzo. Ja jednak wolę wykorzystanie wiedzy w praktyce. Ach. I jeszcze jedna sprawa. Po lic poszłam na inne, 5-letnie studia (wprawdzie fajne), ale rzuciłam je po roku, ponieważ chciałam skupić się na jednej dziedzinie. W tym czasie nauczyłam się 2x więcej niż przez 3 lata studiów. Tylko rodzice uważają, że nie mam pełnego wykształcenia.

        1. I to jest chore „nie mam pełnego wykształcenia” – co to znaczy! 🙁
          Jestem przedsiębiorcą od kilku lat – i to tutaj się spełniam mając turbo zadowolenie z tego co robię

  27. Tekst bardzo trafny i ciekawy. gorzej jeśli nie masz wyboru i jesteś zmuszony iść na studia ze względu na rodziców. uważasz, że kursy lub szkoły policealne są warte zachodu?

    1. Ciężko odpowiedzieć bo to zależy. są szkoły, które fajnie uczą i dają uprawnienia. I głównie po to się tam idzie. Jest też wiele fajnych kursów (które mogą być dofinansowane unijnie) programowania – bardzo praktycznych, które wiele nauczą. W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

  28. warto studiowac pod prace w słuzbach mundurowych, w tym zakresie polecam wyższa szkołę bezpieczenstwa bo oni ma juz w tym duze doświadczenie

  29. A studia dualne? Bierzesz je w ogóle pod uwagę? Przecież dzięki nim możesz w trakcie studiów poznacie strukturę i organizację wybranego zakładu pracy, uczysz się w praktyce. Myślę, że to może być bardzo dobre rozwiązanie. Co prawda na razie niewiele uczelni ma to w swojej ofercie, i to głównie prywatne, jak http://rekrutacja.wsb.edu.pl/ , jednak rozwiązanie to staje się coraz bardziej popularne. A biorąc pod uwagę zainteresowanie studentów, to pewnie coraz więcej uczelni wprowadzi studia dualne.

  30. Zgadzam się. Oto mój przykład. „Studiowałem” animację kultury i równocześnie pracowałem w domu kultury. W pracy nauczyłem się: organizacji imprez, pisania projektów, pozyskiwania funduszy ze środków m.in. unijnych, obsługi nagłośnienia i oświetlenia, prowadzenia socjal mediów, a także prowadziłem zajęcia komputerowe dla Uniwersytetu Trzeciego Wieku (to była szkoła życia). W tym samym czasie na studiach czytaliśmy książki o dupie marynie. Nie nauczyłem się na nich niczego. Dlatego odpuściłem magisterkę. Może kiedyś zrobię podyplomówkę, aby zdobyć konkretny skill, tylko po co znowu wydawać4-5k za rok, jak można kupić x książek po 50zł? 5 letnie studia w XXI wieku to totalny odjazd. Brakuje mi kursów zawodowych, takich 2-3 miesięcznych, aby zdobyć specjalizację. Kolejny przykłąad: 5-6 lat nauki, po to aby uczyć dzieci w klasach 1-4. Uczysz się nie wiadomo czego, aby nauczać dzieci 2+2. Potrzebujesz tak naprawdę 2-3 semestrów z metod nauczania i tyle (ale to oczywiście moje zdanie), bo co z tego, że masz wiedzę jak fatalny z ciebie nauczyciel/wykładowca? Ja sam już zmieniłem wiele razy branże, a mam 27 lat. Media, kultura, sprzedaż, administracja, poligrafia. Trochę jestem zagubiony z tego powodu, a z drugiej strony cieszę się, że radzę sobie całkiem nieźle w każdym nowym miejscu.

  31. A co Pan sądzi o studiach na ASP? Jakby nie patrzeć, są to studia bardziej techniczne, acz (imo) niesprawiedliwie owiane złą sławą.

    1. hej 🙂 żaden ze mnie Pan! 🙂 Michał jestem.
      ASP to studia, jak każde inne – łatwo tam dostać przerost ego i niespełnione oczekiwania a dużo ciężej nabyć kwalifikacje potrzebne zawodowo. Z drugiej strony.. wolna amerykanka 🙂 Sam długo zastanawiałem się np nad fotografią albo nad filmówką ale uznałem, że nie jest mi to niezbędne aby pracować i mieć z tego zadowolenie – i do dziś foto i wideo są moim hobby.

  32. Jedynka trafia w sedno. Ale, żeby nie było że taki LICEALISTA jak ja nie zna polskiego, to:
    —-
    Krótka wersja: Wy, ludzie za dużo dyskutujecie, a za mało myślicie jak tu znaleźć prostsze rozwiązanie. Zamiast szkół powinno się odgórnie segregować wg przyszłej pracy, wtedy każdy będzie wiedział co robić i nie będzie marnować czasu na studia.

    Jeszcze krótsza wersja: 1, 5, 8. Podoba mi się.

    Długa i nie związana z tematem odpowiedź: Co za kłamstwa, w mojej rodzinie to jest taki W. co skończył polibudę i już następnego dnia przyszedł do niego Japończyk, pokłonił się w pas i błagał, by tak wspaniały młody panicz udał się z nim i pracował w jakimś IT.

    A jakieś „przedłużanie dzieciństwa” ? Od tego młody człowiek zmarnuje życie, musi iść na jakiekolwiek studia by cokolwiek robić. Potem marnuje czas na marudzenie i zastanawianie się nad swoim życiem, zamiast dostać P A P I E Rek. I jeszcze te całe /potfoliom/, jakieś takie dziwne słowo liczy się tylko papierek.

    Osobiście bym dodał, że z tymi wydatkami nie zawsze, ja na przykład mam rodziców zauroczonych wspaniałą opowieścią o kuzynie W. którzy mnie utrzymują.
    —–
    W sumie zależy … ja na ten przykład musiałem rzucić studia, bo nikt mi nie powiedział o co w nich chodzi. A chodzi, o wkuwanie niepotrzebnych bzdur (obecnych w internecie), przy zapewnieniu Profesora że możemy uczyć się jak chcemy, by zaraz usłyszeć „A czemu Pan nie notuje ?” – „Zapamiętam” – „Ale proszę notować na moich zajęciach” „- A pomyślał Pan, że to co dla Pana jest przydatne, może takie nie być dla innych ? W sensie, że każdy ma inny styl uczenia, nie ?” „- Jak się Pan do mnie odzywa ? Proszę notować i nie unosić się agresją” „- To Pan mnie atakuje” „- Musi poznać Pan znaczenie słowa agresja”.
    Albo ze mną coś nie tak albo nie powiedziano mi po co to studiowanie … a Google milczy. Bo chyba nie żeby zdobyć wiedzę (jaką ? Do 1 z 10 ? Naukową ? Praktyczną ?) ale to może dlatego, że za dużo myślę.

    Najbardziej mnie rozśmieszyło jak profesor doktor i coś tam jeszcze pyta się „Jak odróżnić źródło rzetelne, od nierzetelnego ?” i po chwili sobie odpowiada „Źródło wiarygodne znajduje potwierdzenie w przynajmniej 3 publikacjach naukowych”. Ok, to ja się teraz pytam co jeśli 3 doktorków pisze książkę i każdy z nich korzysta z tego samego źródła, a źródło zakłamane – czy to oznacza że wszyscy kłamią ? (oczywiście nie zadałem pytania).

    I mój ulubiony argument → Studia dadzą Ci znajomości i umiejętność pracy w grupie. Ok, byłem semestr i 2 miesiące, mieliśmy sporo prezentacji ale robiłem je sam. Ok, było kilka w grupie ale … nie żebym był jakiś tępy ale co to ta praca w grupie ? Że kilku „prymusów” uważa że dowodzi, że kierować się pomysłami grupy, czy że każdy ma mieć z miejsca pomysły przydatne ? I żeby się przechwalić to miałem najlepszą prezentację na całym kierunku, czy nawet wydziale bo przypadkowo grałem na zwłokę i rozśmieszałem widzów … błagam. O tym, że każde zdanie musi być zgodne z książkami nie wspomnę. Ale jeszcze raz, co to bada ? Szczęście ? Czy umiejętność czytania ? A nie, przepraszam wyciąganie logicznych wniosków i odpowiadanie swoimi słowami. Na tematy, na których się nie znam, bo znam tylko z książki. O znajomościach już nawet nie wspominam.

    Dalej nikt mi nie powiedział czym jest praca i dlaczego jest nam potrzebna.
    Sam sobie wymyśliłem, że będę pracować gdzieś w webdevie. Do wyboru mam frontend, backend, design, optymalizacja/pozycjonowanie, administracja, naprawa sprzętu i (najczęstsze) pomieszanie tego, a tamtego.
    Tak, więc próbuję trochę tu, trochę tam. Co to dało ? Niewiele. No właśnie … skoro na studiach (społecznych) nie wiem czego potrzebuję, to co dopiero w dłuższej perspektywie czasowej ?

    I tu leży pies pogrzebany – nauka powinna skupić się na zawężaniu zainteresowań studenta, np poprzez darmowe praktyki po tydzień w każdym zawodzie – a nie na wymaganiu, by wiedział kim chce być. Zresztą nie bez powodu taką popularność zdobywają wszelkiej maści bootcampy (nie wiem, nie sprawdzałem).

    1. Właśnie o tym staram się pisać 🙂 Dziękuje za tak długi i wyczerpujący komentarz.

      Niestety uważam, że jakość wiedzy, w szczególności tej akademickiej, jest nie tylko nieaktualna ale też podana w najgorszy możliwy sposób – wkuwanie suchych formułek. Oczywiście – zdarzają się wyjątki i ludzie z pasją! Ale to wyjątki – większość studentów narzeka, że jedynie wkuwa te same nudne formułki.

      Dlatego jestem zdania, że zamiast siedzieć w studenckiej ławce – dużo lepiej spędzić rok za granicą na pracy charytatywnej czy po prostu na podróżach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.