O uproszczeniu swojego życia – praktycznie o minimalizmie i slow life

Przez całe moje życia słyszałem takie sformułowania jak – upraszczanie życia, życie w prosty sposób, unikanie niepotrzebnych zobowiązań. I zawsze z tyłu głowy było to dla mnie istotne i starałem się żyć w ten właśnie sposób.

Z drugiej strony otacza nas cały czas świat, który jest wręcz zwariowany na punkcie zakupów, posiadania rzeczy. W szczególności w ostatnich miesiącach w trakcie pandemii (przynajmniej w mojej bańce informacyjnej) pojawia się coraz więcej hustlerów (głównie skupionych na inwestowaniu w krypto, w nieruchomości) skupionych na POSIADANIU rzeczy. Już nie wystarczy, że podróżujesz. Teraz musisz to robić prywatnym samolotem i mieszkać w ogromnej wilii z basenem na Balii. Bo w małym hoteliku to przecież wstyd.

Urodziłem się w 1990 roku czyli jeszcze stosunkowo niedawno przekroczyłem trzydziestkę.

Podobny wpis:
Jakie są najważniejsze zalety MacBook’a Air?

Mój punkt widzenia na świat, otoczenie i ludzi cały czas się zmienia. I tak naprawdę dopiero teraz prawdziwie dociera do mnie co to znaczy upraszczać życie i dlaczego, paradoksalnie, posiadanie wielu rzeczy wcale nie zapewnia nawet zadowolenia. Jeśli bywasz na moim blogu to wiesz, że pasjonuje mnie tematyka produktywności a od kilkunastu miesięcy zgłębiam zagadnienie minimalizmu.

Pozwól, że opowiem Ci trochę mojej historii zawodowej – a na końcu postaram się pokazać Ci lekcję, którą sam wyciągnąłem z tych przeżyć.

Staram się wybierać drogę środka. Staram się nie mieć radykalnych i restrykcyjnych opinii i rzadko kiedy przyznaję rację w sytuacjach codziennych jednej stronie konfliktu. Może to coś związanego z dojrzałością – ale zazwyczaj staram się wejść w temat głębiej. I zawsze okazuje się, że sprawy są bardziej skomplikowane niż nam pierwotnie sie wydawało. Wokół minimalizmu, czy nawet produktywności narosło wiele mitów.

Być może i Ty widziałeś te filmy w stylu – extremal miniasm lifestyle – o ludziach, którzy nie mają żadnych mebli, posiadają tylko 10 rzeczy i ubierają się tylko i wyłącznie w jeden rodzaj ubrań. I choć ma to pewien sens (uproszczenie reguł np. posiadaj nie więcej niż 10 rzeczy), w długiej perspektywie zamiast uszczęśliwiać staje się utrapieniem.

Nie ma nic złego w posiadaniu rzeczy i nie ma nic złego w samoograniczaniu się. Jeśli jest to świadoma decyzja! Staram się podchodzić również do zagadnień związanych z minimalizmem w rozsądny sposób i nie przeginać.

To proces, który trwa już wiele lat i wciąż się tego uczę. Idę przez życie trochę pod prąd – ale wraz z wiekiem widzę tego coraz większy sens.

Mają 20 lat stawiałem sobie różne cele życiowe. Chwilę potem byłem już mężem, więc musiałem myśleć o mojej rodzinie i żonie. Gdzie będziemy mieszkać? Większość moich znajomych w tym czasie wynajmowała mieszkania, a znaczna część przeprowadzała się do dużego miasta i robiła karierę. Co będziemy jeść? Weekend bez wizyty w fancy restauracji to weekend stracony. A podróżowanie? Jak żyć bez zagranicznych wakacji! Telefon i samochód? Musi być jak najnowszy i jak najmłodszy…

Wsiadłem do tego wagonika. Może nie rzuciłem się w wir zarabiania, ale muszę przyznać, że  był etat w moim życiu gdzie pociągał mnie taki tryb życia.

Porzuciłem większość klientów, z którymi współpracowałem jako freelancer. Zostawiłem sobie tylko kilka małych rzeczy, jako PLAN B, albo zwyczajnie źródełko dodatkowej kasy. Poszedłem do korpo na etat. Dosyć sprawnie zacząłem awansować i już po niecałym roku zostałem teamleaderem i nieźle jak na tamte czasy zarabiałem.

Ale wciąż było mi mało. Widziałem wokół siebie ludzi, którzy awansowali dalej i szybciej. Którzy kupowali rzeczy, które też chciałbym mieć. I każda nowa rzecz, cieszyła coraz mniej i coraz krócej.

Z czasem postanowiłem, że na etacie powoli osiągam szklany sufit zarobków – i postanowiłem założyć pierwszą firmę. To był wymagający czas. Mnóstwo nauki, optymalizacji procesów. Niezwykle ekscytujący ale też bardzo męczący.

Żeby tylko w skrócie wymienić kilka ważniejszych wydarzeń – zaraz na początku pojawiła się firma, która z różnych względów nie opłaciła mi kilku faktur. W efekcie straciłem większość oszczędności i zaciągnąłem kilka kredytów na życie. Zawziąłem się, zmieniłem zakres działania, przyśpieszyłem. Pracowałem po nawet 240 godzin w miesiącu ale w ciągu kilku miesięcy wyszedłem na prostą. Zaraz potem zacząłem zatrudniać ludzi i zakres kompetencji mojej firmy się zmienił. Bardzo dużo czytałem i wprowadzałem w życie różne optymalizacje.

Zacząłem też dokładnie liczyć – to wtedy odkryłem takie pojęcia jak CLV, budżet firmowy, prognozowanie i tak dalej (więcej na ten temat wspominam chociażby w tym filmie).

Potem w firmie pojawiła się wspólniczka. Wtedy w głowie pojawiła mi się taka myśl – żeby budować firmę w górę! Żeby była większa! Żeby zatrudniała ludzi! Bo w przyszłości będę mógł ją sprzedać i w młodym wieku zostać rentierem. Albo kupować więcej rzeczy! Większe mieszkanie, nowszy samochód, ciekawsze podróże.

Ale równocześnie czułem się bardziej zestresowany, zmęczony i coraz mniej szczęśliwy…

I paradoksalnie wcale nie zarabiałem więcej niż wcześniej – tłumaczyłem sobie, że to taki etap rozwoju i póki co inwestuję w firmę. Goniłem do celu, zamiast cieszyć się podróżą. A cel zamiast się przybliżać – odsuwał się coraz bardziej.

Z czasem przyszedł czas na refleksję, ponowną przebudowę firmy. Tuż przed startem pandemii przyszedł też czas na rozstanie ze wspólniczką.

Kiedy zaczęła się pandemia…

Twoje życie też wywróciło się do góry nogami. Oczywiście mógłbym teraz udawać, że przewidziałem przyszłość wiedziałem, że tak będzie i tylko moja inteligencja uratowała mnie przed porażką. Ale będąc z Tobą, Drogi Czytelniku, całkowicie szczery – miałem naprawdę dużo szczęścia.

Na kilka miesięcy przed pandemią, podjąłem decyzję o zmianach w firmie i bardzo mocno zacząłem optymalizować wszystkie procesy i koszty. Głównie dlatego, że od zawsze starałem się unikać kredytów równocześnie dbając o poduszkę finansową, kiedy uderzyła pierwsza fala lockdownu… nie byłem aż tak przerażony.

Wiedziałem, że mogę zamrozić całkowicie wszystko i przetrwać nawet kilka miesięcy bez żadnych wpływów.

To właśnie dzięki uproszczeniu swojego życia żyłem wciąż w małym mieszkaniu, nie miałem praktycznie żadnych kredytów konsumenckich i miałem poduszkę. Moja firma również już wtedy była dobrze przygotowana.

Równocześnie z przykrością odnotowywałem fakt, że wielu moich znajomych (w tym kilku, których wewnętrznie podziwiałem, a nawet niektórym po cichu zazdrościłem) nie radzi sobie tak dobrze. Dotarła nawet do mnie przerażająca informacja, że kilku z nich popełniło samobójstwo, ponieważ przygniótł ich stres związany z zobowiązaniami, kredytami i kosztami.

I tak mijają kolejne dwa lata. Przez 8 lat małżeństwa żyliśmy w mieszkaniu 36m2. Z perspektywy moich biznesowych kolegów – była to trochę porażka. Bo przecież “było mnie stać” na większy kredyt i większe mieszkanie.

Ale bardziej doceniam spokój w głowie, niż dodatkowy pokój. Pisałem o tym w poprzednim artykule – w konsekwencji wielu szczęśliwych zdarzeń – zbudowaliśmy dom w środku lasu, pośrodku niczego.

I znowu postanowiliśmy wspólnie z Olą pójść trochę pod prąd, w niestandardowy sposób. Mielibyśmy możliwość zaciągnąć kredyt na budowę “normalnego” dużego domu, z garażem, kilkoma sypialniami i  tak dalej. I nie wątpię, że dla wielu ludzi takie życie może być przyjemne i wygodne. Ale mam takie wewnętrzne przekonanie, że większy salon wcale nie sprawiłby, że będę szczęśliwszy.

W 2021 roku zbudowaliśmy w niecałe 3 miesiące dom, który łącznie ma 56 m2. Przy okazji okazało się, że nie potrzebujemy wiele rzeczy. Na ten moment nie mamy żadnych większych zobowiązań finansowych a ja czuje się zwyczajnie… wolny? Swobodny? Zwinny! Wiem, że mogę sobie teraz na wiele pozwolić. Przy okazji odkryłem (w pewnym sensie na nowo) przyjemność z robienia czegoś swoją własną ręką. Pamiętam, jak kilka lat temu marzyłem o jakimś dużym projekcie, który mógłbym rozwijać i obserwować przez lata. Myślałem nad bonsai i podobnymi rzeczami. A teraz… sadzę cały las!

Zrobiłem na ten temat krótki film. Jak wspominałem w tamtym artykule baaardzo polubiłem się z TikTokiem, podoba mi się forma ekspresji w formie krótkich filmów. Ale to też chyba temat na osobny artykuł.

@geekwork.pl

Oto nasza historia. Czy trafia DO Ciebie? #tinyhouse #budowadomu #wolnosciswoboda

♬ In The Country Bed – Auracle

 

Jak praktycznie uprościć swoje życie?

Jak już wspomniałem, nie chcę zachęcić Cię do jakiś ekstremalnych wyzwań a raczej zachęcić do analizy swoje życia. Dlatego od strony praktycznej pozwól, że po prostu wypunktuje kilka kroków:

  • przeanalizuj swój budżet domowy – a jeśli jeszcze go nie prowadzisz – koniecznie zacznij, aby sprawdzić gdzie realnie wydajesz pieniądze
  • zastanów się nad ograniczeniem social mediów – w szczególności instagrama – dzięki temu przez jakiś czas ograniczysz ich wpływ na Twoje codzienne decyzje zakupowe
  • przed zakupem czegokolwiek większego (w szczególności o ile nie jest to zupełnie niezbędna rzecz jak jedzenie, ubranie) daj sobie dodatkowe kilka lub nawet kilkanaście dni a nawet tygodni. Czy nadal tak samo bardzo pragniesz tej rzeczy? Czy nadal wydaje Ci się niezbędna? A może entuzjazm opadł?
  • zastanów się PO CO chcesz posiadać daną rzecz. Czy bardziej chodzi o Twoją realną przyjemność czy raczej o to jak INNI będą widzieli Twoją osobę? Może wcale nie chodzi o wygodę w nowym samochodzie a bardziej o to, jak będą na Ciebie patrzeć Twoi sąsiedzi? Nie ma nic złego w robieniu rzeczy, które w zdrowy sposób podkarmiają nasze ego – ale pytanie, czy taka decyzja jest tego warta?
  • pomyśl o czym zazwyczaj rozmawiasz w gronie rodziny i przyjaciół? Czy zamiast poznawać bliżej ludzi, chętniej opowiadasz o nowych rzeczach, które chcesz kupić?
  • sprawdź jak wygląda Twoja garderoba lub Twoje mieszkanie – ile masz ubrań, których nigdy nie nosisz? Ile masz sprzętów AGD, z których bardzo rzadko korzystasz? Ile kasy w ten sposób zamrażasz?
  • przeanalizuj jeszcze raz swoje wydatki – czy znasz dokładną sumę swoich zobowiązań finansowych? Czy nie mógłbyś wcześniej spłacić długów? Może odłóż jakąś decyzję zakupową a wcześniej spłać kredyty konsumenckie? Pomyśl, jak będziesz się czuł, kiedy NIE BĘDZIESZ musiał robić po wypłacie przelewu na konto gdzie masz kredyt?
  • rozważ swoje plany długoterminowe – a jeśli ich nie masz to zacznij je tworzyć – z czym są związane?
  • zastanów się – kiedy ostatni raz się po prostu nudziłeś? Kiedy poświęciłeś czas na zwyczajne pobycie ze sobą, swoją głową? Bez telefonu, ciągłych bodźców, nowych doznań i wyzwań. Kiedy ostatni raz czułeś się prawdziwie spokojny?
  • ile masz rzeczy wokół siebie? Czy nie jest tak, że masz poczucie ciągłego rozproszenia? Na przykład na biurku do pracy – czy łatwo się rozpraszasz zamiast skupić na pracy? Ciągle coś odwraca Twój wzrok?
  • kiedy ostatni raz miałeś czas na świadome jedzenie, cieszenie się posiłkiem, jego przygotowaniem?
  • kiedy ostatni raz NIE czułeś się zmęczony i przytłoczony?

 

Kiedy (prawie całkowicie) zlikwidowaliśmy zobowiązania finansowe, przeprowadziliśmy się w miejsce, gdzie życie toczy się dużo spokojniej, mogliśmy trochę ograniczyć pracę, mamy znacznie więcej czasu. Na co tylko chcemy. Na realizację naszych celów zamiast cudzych. A ja osobiście pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna czuję… spokój.

Czego i Tobie życzę.

 

 

0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *