Niektóre rzeczy w naszym życiu wykonujemy automatycznie, nie poświęcając na nie zbyt wiele czasu. Niektóre z nich, choć wykonywane od dziecka, czasem mogą się okazać zaskakujące dla otocznia. Coś, co dla nas jest oczywiste – dla otoczenia może być inspirujące i zaskakujące. Odkąd tylko pamiętam, zdarza mi się raz na jakiś czas „zawiesić” i przez minuty, a nawet godziny skupiać tylko na tym co mnie otacza. Jak to robię? Dlaczego? Po co? Dlaczego uważność jest dla mnie czymś niezwykle wartościowym? Szczegóły w tym artykule.

Uważność to życiowe slow montion

O co chodzi z tą całą uważnością? Definicji jest sporo, jedna z nich brzmi „ćwiczenia umysłu, które głównie jest przeznaczone dla osób, które nie radzą sobie ze stresem i negatywnymi emocjami, polegająca na próbuje zwiększenia doceniania otaczających nas rzeczy„. Inna wg. Jona Kabat-Zinn, czyli założyciela Ośrodka Uważności w Medycynie, Opiece Zdrowotnej i Społeczeństwie Wydziału Medycznego University of Massachusetts, to „stan świadomości będący wynikiem intencjonalnego i nieoceniającego kierowania uwagi na to, czego doświadczamy w chwili obecnej„. Dla mnie osobiście trening uważności to czas, w którym staram się skupić na tym co mnie otacza, i starać się zauważyć rzeczy codzienne w nowy sposób. Docenić to, co mnie otacza. Bo przecież każdego dnia mijamy tak wiele ważnych, pięknych rzeczy! Nasz umysł ich zwyczajnie nie zauważa, traktuje je jako nieistotne detale. Istnieje sporo spisanych metod treningowych. Wystarczy poszukać w internecie takich pojęć jak „uważność”,  czy „mindfulness”.

Jak to się zaczęło?

Od dziecka byłem ciekawy świata. Dopiero jako nastolatek zdałem sobie sprawę, że moje najbliższe otoczenie nie widzi świata dokładnie tak samo jak ja. Że nie każdemu zdarza się wychodzić do szkoły godzinę wcześniej tylko po to, żeby siedzieć w krzakach i obserwować krople rosy na pajęczynie. Nie każdy wstaje przed 5 rano, żeby zrobić sobie herbatę, przysiąść na parapecie, obserwując zmieniające się kolory nieba. Nie każdy podróżując codziennie tą samą drogą do pracy, siada na ławce i  stara się zauważać nowe detale z jego otoczenia. Nie każdy zatrzymuje się i stara się… zrozumieć. Wstydziłem się komuś o tym powiedzieć i nawet dziś dziwnie mi o tym pisać. Nadal zdarzają mi się momenty zachwytu nad drobiazgiem z mojego otoczenia. Nad nieistotnym szczególikiem, który w dodatku zaraz zniknie, jak chociażby układ cieni na budynku po drugiej stronie ulicy. Dopiero po latach dowiedziałem się, iż istnieje nazwa na to co jest moją codziennością – oraz że są ludzie, którzy muszą się tego uczyć!

Poniżej kilka moich zdjęć z… okresu 2004 – 2006. Do pełnoletności brakowało mi wtedy więcej niż do 10 roku życia!


4
6
7
99
dasdas
dasdas2
dasdazzz
dsa
easdas
Przechwytywanie
Przechwytywanie2
sada
zxz
zxzz

 

Oczywiście teraz z perspektywy dorosłego człoweiak wydaje mi się, że zdjęcia te są naiwne, wręcz śmieszne. Z drugiej strony sporo mówią o moim nastawieniu. Potrafiłem spędzać godziny, przyglądając się spadającym liściom, czy fragmentom budynków. Zapraszam też do obejrzenia krótkiego trailera, zapowiedzi pełnometrażowego filmu o mindfulness:

Ale dlaczego o tym mówię?

Chciałbym Cię zainspirować. Do bardzo codziennej rzeczy – do obserwowania. Rozejrzyj się po swoim pokoju, mieszkaniu i zauważ rzeczy, które Twój mózg zwyczajnie ignoruje. Spójrz na podłogę. Przyjrzyj się pojedynczym włoskom dywanu. Zwróć uwagę na fakturę poduszki, czy koca. Zacznij doceniać rzeczy, które masz. Żyjemy w czasach, w których rzeczy nie mają wartości. W erze konsumpcjonizmu. Nasi dziadkowie, czy rodzice naprawiali przedmioty codziennego użytku. My idziemy do sklepu i kupujemy nowe. To nie jest ani dobre ani złe. Jest jednak duża grupa, która nie potrafi docenić niczego co ją otacza – liczy się tylko więcej i więcej. A nie o to chyba chodzi, prawda?

Czasem trzeba się po prostu zatrzymać.