O racjonalizacji i spokoju ducha

To nie jest kolejny artykuł o sytuacji na Ukrainie.

Oczywiście, ta sytuacja tam, bardzo mnie martwi. I czuję w środku spięcie a nawet strach. Co to będzie. Jak będzie wyglądać sytuacja za kilka dni czy tygodni. Co z gospodarką. Martwi mnie wiele innych rzeczy, które dzieją się na świecie. Pandemia, zagrożenia związane ze środowiskiem. I choć mimo wszystko mam dobrą nadzieję na przyszłość – to bieżąca codzienność, napawa mnie co najmniej  lekkim obawami. Zastanawiam się czasem, jak bardzo wydarzenia tego typu dotkną mnie lub moich najbliższych.

Więc dziś o nietypowej chyba funkcji mojego mózgu – o racjonalizacji. O opieraniu się na faktach. I kierowaniu się liczbami i weryfikowaniem popularnych sformułowań czy powtarzanych historii.

Podobny wpis:
Kroki milowe strategii SEO – najważniejsze elementy strategii SEO

Ten artykuł w sumie będzie też trochę o stoickim podejściu do życia. Średnio (a nawet praktycznie wcale) kręci mnie studiowanie filozofii, czytanie traktów filozoficznych. Z czystej ciekawości próbowałem czytać fragmenty listów moralnych do Lucyliusza (czyli dzieła Seneki) albo rozmyślania Marka Aureliusza. Swojego czasu przeczytałem też Sztukę Wojny Sun Zi i kilka innych.

Nie chcę wyjść na ignoranta – ale nie znajduję w nich przesadnie dużej wartości. Wyrwane z kontekstu, pojedyncze zdania, które można interpretować na milion sposobów fajnie wyglądają jako post w social mediach – dużo trudniej, kiedy ktoś próbuje zrobić z tego swoją filozofię życiową. Dla mnie to nie są realne wartości, prawdy moralne a jedynie… ciekawostki.

Jeśli jednak w ujęciu popkulturowym miałbym jakoś się opisać to blisko mi to typowego stoika. Doceniam emocje i ich istnienie. Uważam, że są nam potrzebne. Staram się nie uzależniać mojego poczucia szczęścia i wewnętrznego zadowolenia od rzeczy materialnych, czy nawet od sytuacji światowej.

Przez wiele lat jednak je (mniej lub bardziej świadomie) blokowałem uczucia i nie dopuszczałem ich do siebie. Dopiero po kilku miesiącach świadomej pracy nad sobą, mogę powiedzieć, że czuje znacznie więcej.

Wydaje mi się, że jestem też osobą stosunkowo świadomą swojego otoczenia. A ze względu na pracę i to czym się zajmuję na co dzień – bardzo lubię liczby i konkrety, zamiast domysłów, przeczuć i.. mediów. Pomimo, że w pewnym sensie w nich pracuje.

W obliczu obecnych bardzo trudnych wydarzeń, pojawiły się głosy w różnych social mediach – no jak to robić promocję w sklepie internetowym skoro trwa wojna. Albo – jak możesz iść do fryzjera skoro tam ludzie cierpią. Albo – jak to możesz nie wiedzieć co się dzieje w mieście XYZ.

Nie zrozum mnie źle. Sam staram się pomagać tak, jak mogę. Nie mam jednak potrzeby pisania o tym w internecie, wrzucania flagi w profilówkę, czy robienie apeli. Mam takie poczucie, że przynajmniej część ludzi, robi to głównie po to, aby uspokoić swoje sumienie. “Zrobiłem co mogłem” – przecież na moim facebooku dałem lajka pod zbiórką. Nie na tym polega pomaganie.

Wolę pomagać w sposób bardziej praktyczny. Bez splendoru.

Równocześnie – każdy przeżywa takie wydarzenia na swój sposób.

A równocześnie – sytuacja światowa nie zmienia faktu, że… nadal musimy żyć. Sklepy muszą działać. Firmy muszą zarabiać. Każdy próbuje sobie poradzić z tą sytuacja jak potrafi ale też… myśleć o sobie i o przyszłości.

Staram się nie czytać codziennie newsów. Nie tylko teraz, kiedy jest kryzys ale ogólnie. W naszym domu, w lesie, nie mamy telewizora, nie słuchamy radia w samochodzie. Staram się bardzo, bardzo selekcjonować źródła, skąd trafiają do mnie informacje. Zwyczajnie staram się ograniczać maksymalnie wpływ szeroko pojętych mediów na mój światopogląd. Choć czasami w szczególności w ostatnich dniach jest to bardzo trudne.

Możesz nazwać mnie ignorantem.

Mam świadomość – że moje śledzenie newsów, niczego nie zmieni. Nie poprawi sytuacji na froncie. Nie uratuje niczyjego życia. Nie poprafię nawet samopoczucia komuś tam daleko tylko o nim czytając i wewnętrznie przeżywając. Ale robiąc to równocześnie mogę wyczerpywać swoje siły całkowicie. Mogę dojechać się tym i stracić wszystkie siły. I kiedy moja pomoc będzie realnie potrzebna – zwyczajnie nie dam rady. Umiejętność radzenia sobie ze strachem, stresem czy negatywnymi emocjami jako takimi jest częścią mojej idei dotyczącej zasobów. Radzenie sobie z trudnymi sytuacjami – jest takim samym zasobem jak kreatywność czy siła fizyczna. Wymaga pielęgnacji, regeneracji i… nie przetrenowywania. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.

Pamiętam reportaż z netflixa – o tym, jak działają algorytmy w social mediach i o tym jak zamykają nas w bańce. Wystarczy zaledwie kilka aktywności, żeby facebook, instagram czy tiktok, zaczął nam pokazywać treści “podobne” – wszystko po to, aby utrzymać naszą uwagę. Żeby sprzedać nam więcej czasu antenowego. I nie ważne czy będą to śmieszne kotki, czy cierpienie ludzi, a może seks. Natychmiast da nam tego więcej i więcej. A im silniejsze emocje wywołuje komunikat – tym więcej naszego zaangażowania. A im więcej zaangażowania, tym więcej czasu spędzamy w danej platformie.

Bardzo łatwo jest zacząć nieświadomie zmieniać swoje poglądy. Bo te portale i ich algorytmy mają w nosie to, że nas zamykają w jakiejś bańce. Liczy się tylko czas antenowy.

Trudno pozostać neutralnym. I nie zaangażować się emocjonalnie. Pozostać z boku, dbać o siebie i o swoje zdrowie psychiczne.

I żeby to było oczywiste dla wszystkich – wojna taka jak teraz na Ukrainie, w której giną ludzie – nawet jeśli są to tylko żołnierze jest okrutna, bezsensowna i godna krytyki.

Ale to nie moja wojna. I nawet jeśli kraj w którym mieszkam, zostanie zaatakowany, to wciąż nie będzie moja wojna.

Łatwo w obliczu newsów zmienić optykę. Z cierpienia jednostki (2 zabitych żołnierzy – Sasha i Iwan, którzy pochodzili z Obwodu kaliningradzki) przejść na statystykę – 10 000 zabitych żołnierzy. Czytając o tym, na jakimś portalu – pomyślałeś o tym ile to jest 10 000 osób? To 1/4 stadionu Lecha w Poznaniu. To ponad  2x więcej niż mieszka w mojej gminie. To całe osiedle w przeciętnej większej miejscowości. To kilkanaście tysięcy poszkodowanych rodzin. To płaczące matki, cierpiący bracia. Nie ważne, po której stronie.

Równocześnie boli mnie wewnętrznie cierpienie innych ludzi. Średnio 450 osób dziennie dowiaduje się, że ma jakąś formę nowotworu. Średnio dziennie na raka umiera ponad 270 osób. Każdego dnia. Od dziesiątek lat.

To naprawdę poruszające, że setki Polaków rzuciło się do pomocy na granicy. Że 90% obywateli w Polsce deklaruje, że powinniśmy przyjąć wszystkich uchodźców z Ukrainy (bo z innych krajów takich jak Irak czy z Bliskiego Wschodu już niekoniecznie). Ale równocześnie ogólna liczba ofiar przemocy w ubiegłym roku wyniosła 90 000  – to ponad 250 (głównie) kobiet DZIENNIE. To przerażające liczby. Ale “powszechne problemy” – więc nic z nimi nie robimy…

To nie tak, że umniejszam znaczenie niewinnych ofiar. Boli mnie globalna niesprawiedliwość. I przerażają mnie social media

Jako ludzkość nie potrafimy poradzić sobie z tymi problemami. Nie potrafimy też analizować danych. I bardzo, bardzo dajemy się manipulować przez media.

Jedną z ważniejszych dla mnie książek jest Factfullness. Pokazuje ona, jak funkcjonować w tym świecie, opierając się na danych. Może zainteresuje Cię jego TEDx.

Po prostu bądź mądrzejszy niż szymans:

 

6
      1. ” z czystej ciekawości próbowałem czytać fragmenty listów moralnych do Lucyliusza (czyli dzieła Seneki)” z tego wynika, że po tzw. łebkach aka pobieżnie. Zgadza się?

        1. A dokładniej, że przeczytałem ponad połowę – dosyc dokładnie. A resztę końcówkę, drugą część już po łebkach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.