Jak zacząć biegać? Ja i moje bieganie

Dlaczego warto biegać? Dlaczego postanowiłem napisać o bieganiu? Powodów jest sporo – między innymi „świętuje” zrzucenie ponad 14 kg. Ostatnimi czasy znacznie poprawił się mój stan zdrowia. Ale nie tylko Ostatnio wydarzyło się sporo bardzo dynamicznych rzeczy, które wymagają przemyślenia. A najlepiej porządkuje mi się moje własne myśli właśnie podczas biegania.

Jak zacząć biegać?

Po prostu zacznij. Pozwól, że opowiem Ci moją historię od samego początku.

Podobny wpis:
Delegowanie zadań – jak to robić prawidłowo?

W lipcu 2013 roku odkryłem jak bardzo jest ze mną źle. Była to dla mnie ważna nauczka. Kompletnie rozwalała moje spojrzenie na świat. Zawsze uważałem, że bycie grubym to wybór. Przecież wystarczy, że przestaniesz jeść. Tak samo sądziłem o uzależnianiach. Choć miałem świadomość, że uzależnienie np. od narkotyków jest też uzależnieniem fizycznym ale z drugiej strony… przecież wystarczy przestać brać, prawda? I powtarzałem to sobie jak mantrę – jeśli będę gruby to będzie tylko mój wybór. A przecież nie jestem i nigdy nie będą. Bo nie chcę być gruby więc nie będę. Patrząc na osoby otyłe myślałem: „Słabi ludzie, nie mają mocnej woli. Nie to co ja. Ja nigdy taki nie będę„.

Powtarzałem to sobie ważąc 102 kg przy wzroście 186 cm. A przebiegnięcie 500 metrów na tramwaj, stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie.

Właśnie ten poranek, kiedy musiałem dwa razy przystanąć próbując dobiec na przystanek był przełomowy. Uznałem, że nie mogę dłużej się oszukiwać. Moja waga przyszła „niespodziewanie”, zaskoczyła mnie kompletnie – choć dziwnie to brzmi 🙂 Przecież jeszcze wczoraj byłem stosunkowo szczupłym nastolatkiem, a dzisiaj wyglądam jak stary gruby dziad, który gdzieś po drodze stracił też szyję, a brzuch wylewa mi się na kolana. Zła dieta, dużo słodyczy, spory stres w pracy. To wszystko po cichu spowodowało, że moja waga mocno urosła. Tłuszcz oblewał mnie bardzo dokładnie, więc raczej nikt z moich znajomych nie uważał mnie za grubego. Z drugiej strony kondycja leciała na łeb na szyję. W moim wieku powinienem być przecież raczej okazem zdrowia…. Tego samego wieczoru założyłem wysłużone trampki i ruszyłem pobiegać. Co to dla mnie! 23 lata, pełen siły, luz! Przebiegnę 6 może 7 km i spokojnie wracam do domu. Kilka regularnych treningów i spokojnie zejdę do 80 kg!

Nie dałem rady przebiec 400 ciągiem. Usiadłem na krawężniku, ciężko oddychając. Na pocieszenie kupiłem coca colę i batona. W nogach pojawiły się skurcze, oddechu wciąż nie mogłem złapać, byłem cały spocony.

pierwszy trening

Ale uparłem się, że trzeba to zmienić. I ruszyłem następnego dnia.

Potem zaczęły się zakwasy, ból w kostkach, ból w kolanach, problemy z oddychaniem. Podszedłem do tematu w najgłupszy możliwy sposób, po prostu wychodząc kolejny raz biegać. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że to był najlepszy wybór. Jeśli zacząłbym od wkręcania się w technikę, czasy, tempo, dobór sprzętu itp, to szybko dałbym sobie spokój. Tymczasem dzięki takiemu organicznemu podejściu, na początku szybko zaczęły się pojawiać niewielkie efekty. Nagle dałem radę przebiec 500 m, zaraz później kilometr. Po kilku kolejnych treningach, mniej więcej po miesiącu już mogłem zrobić 4 km przebieżkę wokół mojego osiedla.

drugi

Ale to cały czas była walka – z samym sobą, ze słabościami. Ciągłe liczenie kroków, walka o kolejny oddech. Zero przyjemności tylko próba zrobienia więcej. Żeby tylko dać radę do kolejnego skrzyżowania. Byle tylko do klatki schodowej. Później przyszła zima, która dosyć mocno ostudziła mój zapał. Waga zatrzymała się na 96 kg. Niby lepiej, ale to jeszcze nie to.

Po drodze kupiłem buty do biegania – biegałem w Newballancach, butach z marketu i oryginalnych Nike. Ciężko stwierdzić, które były najlepsze póki co.

Przez okres zimowy wkręciłem się w czytanie różnych książek na temat biegania, które miały stanowić dla mnie zarówno motywację jak i pomóc doszkolić technikę. Jedną z książek, która zrobiła na mnie największe wrażenie chciałbym Ci polecić. To książka: „Urodzeni biegacze. Tajemnicze plemię Tarahumara, bieganie naturalne i wyścig, jakiego świat nie widział”, autorstwa Christophera McDougall. Świetnie opowiedziana historia człowieka, który mimo tego, że lekarze nie dawali mi szans, ze względu na różne kontuzje, został ultra-maratończykiem. Pozycja obowiązkowa :

Wraz z nadejściem wiosny ruszyłem ponownie. Rzucałem sobie różne wyzwania – np. przebiec 100 km w miesiąc (to wcale nie tak dużo 🙂 albo dobiec bez przerw do określonego miejsca. Czułem coraz lepszą formę, byłem wstanie biegać coraz dalej. Wreszcie nie musiałem skupiać się na samym biegu, technice, oddechu. Mogłem po prostu biec. I to był ważny moment.

Dlaczego warto biegać?

Przede wszystkim ze względu na wagę i ogólne samopoczucie. Szybko udało mi się zrzucić wagę do 92 kg. Czułem się znacznie lepiej. Mój kalendarz biegowy zaczął wyglądać mniej więcej tak:

trzeci

Ale pojawiły się też ważniejsze zmiany. Bieganie zaczęło organizować moje życie. Lubię być zajęty. Jeśli czymś się zajmuje staram się być w to mocno zaangażowany. Wydaje mi się, że mam dobrze poukładane priorytety. Ale dzięki bieganiu mój dzień zaczął nabierać jeszcze bardziej konkretnego rytmu. Odkryłem, po raz kolejny zresztą, że nasz organizm potrzebuje pewnej rytmiki – cyklicznie wykonywanych czynności. Pewnej rutyny. Dzięki temu czujemy się bezpieczniej, pewniej.

Wraz ze zmianami fizycznymi rosła też moja pewność siebie. Mniej więcej w tym czasie trafiłem na bardzo fajną wypowiedź Will’a Smith’a, który powiedział (mniej więcej – cytuje z pamięci):

Aby być szczęśliwym człowiekiem wystarczą zaledwie 2 rzeczy. Pierwsza to bieganie. Bo jeśli biegniesz to masz w głowie takiego małego wrednego ludzika, który mówi Ci: „Jesteś za słaby, nie dasz rady, odpocznij, odpuść już, po co tak się starasz”. Wtedy go zniszcz. Przełamujesz się i biegniesz dalej. Wtedy wygrywasz. A później kiedy napotykasz w swoim życiu na różne problemy i ten sam głos mówi Ci „Nie dasz rady” to już wiesz co z nim zrobić i idziesz dalej! Drugi krok to czytanie. Jeśli masz jakikolwiek problem to zacznij czytać. Na pewno ktoś, kiedyś miał taki sam problem, opisał go razem z rozwiązaniem i konsekwencjami!

I tak faktycznie było. Bieganie wyzwoliło we mnie dodatkowe zapasy siły i pewną pozytywną upartość.

Ale to nie koniec korzyści wynikających z biegania. Kolejna ważna kwestia to czas. Czas, który można wykorzystać w różny sposób. Mój przeciętny trening zajmował ok 45 minut, mniej więcej 2, 3 razy w tygodniu. Kiedy mogłem już w miarę swobodnie zacząć biegać, nie martwiąc się o oddech, miałem czas na zostanie z samym sobą i myślenie. Porządkowanie własnej głowy. Czasem po prostu wielokrotnie przemyśliwałem jakiś problem szukając rozwiązania. Ale co najważniejsze byłem coraz spokojniejszy. Jak tylko coś mnie bardzo zdenerwowało – biegłem to przemyśleć. To było mi bardzo potrzebne.

W tym samym czasie naturalnym krokiem było dbanie o dietę. Dzięki temu skończyły się też moje problemy żołądkowe, znacznie obniżył się mój poziom stresu. Do wielu kwestii zacząłem podchodzić dużo spokojniej. Dzięki bieganiu znalazłem „kurek” przez który mogłem wylać swoje negatywne emocje.

Dzisiaj to pewna mieszania. Mam czas na myślenie o wielu tematach, kierunkach w które chce podążać. Czasem to niemalże forma zbliżona do medytacji, kiedy po prostu przestaję myśleć. Skupiam się tylko na każdym kolejnym kroku. Wtedy moja głowa również bardzo odpoczywa. Ale czasem to też czas w którym bardzo dużo się uczę odkrywając bogactwo podcastów oraz audiobooków. To bardzo ciekawe źródło wiedzy, które również sporo namieszało w moim życiu. Postaram się niedługo napisać na ten temat osobny artykuł 🙂

Co osiągnąłem w bieganiu?

Z perspektywy doświadczonych biegaczy bardzo niewiele. Moja technika nadal pozostawia sporo do życzenia. Zdarzają się tygodnie w których nie mam czasu na bieganie. Moja waga czasem rośnie, czasem spada. Aktualnie trzymam ją na poziomie 88 kg z tendencją spadającą 🙂 Moim małym personalnym zwycięstwem było przebiegnięcie pół maratonu. To ponad 21 km. Co prawda skończyłem z fatalnym czasem, końcówkę właściwie przeszedłem. Ale dałem radę. Po raz kolejny sam sobie udowodniłem jak dużo mogę.

moj paraton

 

Brałem też udział w kilku innych zorganizowanych biegach – zazwyczaj na 10 km. To naprawdę niesamowite doświadczenie. Takie biegi bardzo motywują, pokazują Ci też w jakiej jesteś formie, stanowią pewnego typu egzamin. No i możliwość pochwalenia się w domu medalami jest bezcenna 🙂

Bieganie zmieniło moje życie. Poprawiło zdrowie, relacje z innymi. Bardzo nauczyło pokory i świadomości własnych ograniczeń. Korzyści mógłbym pewnie wymieniać bez końca.

 

Bieganie upadla

Produktywność jest bardzo mocno uzależniona od tego w jakiej formie jest nasze ciało. Jeśli jesteś niewyspany, zmęczony prawdopodobnie nie uda Ci się być bardzo produktywnym przez czas dłuższy niż kilka minut. Tak samo jeśli prowadzisz swoją firmę.

Od kilku lat eksperymentuje z różnymi formami aktywności. To nie jest tak, że jakoś bardzo to lubię. Pewnie wolałbym przez większość czasu leżeć na kanapie oglądać seriale, czytać książki i grać w gry. If you know what I mean.

13 października 2019 roku podjąłem kolejną próbę. Tym razem byłem znacznie lepiej przygotowany. Trenowałem bardzo ciężko przez kilka miesięcy a pomagał mi Mateusz Jasiński. Bardzo polecam Ci jego usługi! Mateusz jest niesamowitym mentorem i nauczycielem. Gdyby nie on poddał bym się wielokrotnie.

Na zdjęciu widać mnie i mojego tatę dosłownie kilka minut po przekroczeniu mety. Tak, Tata całą trasę pokonał w takich sportowych klapkach. Było ciężko. Podczas biegu kilka razy miałem ochotę przebiec.

Równocześnie DZIEŃ wcześniej Eliuda Kipchoge w Wiedniu po raz pierwszy w dziejach ludzkości przebił czas biegu pełnego maratonu poniżej 2:00:00 – to porównywalne do postawienia stopy na księżycu. Ludzkość do niedawna uważała, że to fizycznie nie możliwe!

Bieganie upadla. I to bardzo dobrze.

Nie ważne kim jesteś, ile osiągnąłeś, ile masz na koncie i jakim jeździsz autem. Biegając bardzo często uświadamiam sobie, że tak naprawdę jestem tylko workiem mięśni. Pyłkiem, który nie potrafi nawet pokonać swojego własnego organizmu.

To cenne uczucie. Zazwyczaj łapie mnie ono w okolicach 12-14 km. Uświadamiam sobie wtedy, że jestem słaby. Że jestem zależny od wielu czynników. Bieganie uczy mnie pokory.

Wielokrotnie w moich mailach polecam Ci książkę „Ego to Twój wróg”. Mam w zwyczaju czytać ją nawet kilka razy w roku.

To ważna książka. Uczy tego, że nie zawsze jest sens bycie gwiazdą – kimś kto zawsze jest na świeczniku. Autor pisze wręcz o tym, że poczucie BYCIA KIMŚ, bardzo mocno zaślepia. Stajemy się nieuważni i niecierpliwi. Popełniamy statystycznie znacznie więcej błędów.

Bieganie ma też dla mnie pewien wydźwięk wręcz medytacyjny. Mój mózg po prostu się odcina. Przestaje analizować, myśleć i martwić się. Liczy się tylko ta konkretna chwila i kolejny krok. W świecie, w którym jesteśmy cały czas zalewani bodźcami taka pustka jest dla mnie czymś bardzo cenny.

 

Dlatego serdecznie namawiam Cię – przestań czytać artykuły typu: „10 kroków jak zacząć biegać” albo „Czy warto zacząć biegać?” tylko po prostu załóż buty trekkingowe lub buty do biegania i zacznij biegać! 🙂

 

2
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek
(1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...
  1. Ja od kilku lat planuję zacząć biegać, niestety nadal się nie udało. Zawsze mam tysiąc wymówek, obowiązki, praca, rodzina. Na wszystko muszę znaleźć czas, ale często zapominam o sobie. To uważam za swój błąd. Czasem wystarczy pół godziny dziennie, a samopoczucie jest znacznie lepsze. Może tak jak Ty potrzebuję jakiegoś przełomowego momentu. Niedługo zaczynam urlop i mam nadzieję, że uda mi się zmotywować i chociaż spróbować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.