Ostatnie lata były bardzo wymagające. Nigdy nie pracowałem tak dużo i tak ciężko. Nigdy nie czułem takiej huśtawki nastawienia i uczuć – od euforii po prawie depresję. Nigdy nie czułem takiej satysfakcji z wykonywanej pracy. Nigdy też czas nie płynął dla mnie tak szybko. Nigdy wcześniej nie musiałem też tak szybko się uczyć! A to wszystko dlatego, że kilka lat temu zostałem przedsiębiorcą.

W tym artykule opowiem Ci trochę o moich doświadczeniach i błędach.

Pierwsza firma

Pamiętam bardzo dokładnie dzień, w którym rzuciłem pracę w korporacji. To był naprawdę piękny słoneczny wrześniowy dzień.

Wszystko zaczęło się niewinnie od nieporozumienia przy drzwiach z przełożonym. Po kilku minutach zostałem wezwany na dywanik i nieporozumienie zaczęło się skalować do coraz większych rozmiarów.

Emocje rosły i rosły. W pewnym momencie uznałem, że została przekroczona pewna granica. Od kilku miesięcy biłem się z myślami co zrobić. Poziom stresu rósł we mnie do niewyobrażalnej skali i zaczynałem tracić grunt pod nogami. To właśnie wtedy, podczas tego spotkania, pod wpływem tych wszystkich emocji powiedziałem:

  • Ok. Wystarczy. Poszukaj kogoś innego na moje miejsce – rezygnuję!

Wychodząc z biura, żegnając totalnie zaskoczony zespół poczułem się… wolny. Jakby ktoś z barków zdjął mi ogromny ciężar. Przysiadłem w ulubionej kawiarni na dobrą aromatyczną kawę. Wtedy też zaczął powstawać artykuł  – Witaj jesteś wolny.

Kiedy kawa przyjemnie drażniła mój nos i przełyk zacząłem uświadamiać sobie powagę sytuacji. Z jednej strony przez większość czasu tamta praca dawała mi dużo satysfakcji i frajdy (a i na wypłatę nie mogłem narzekać), to z drugiej strony czułem, że omija mnie jakaś fantastyczna przygoda.

Rozejrzałem się wokół siebie. Przy stoliku obok siedziała dziewczyna z nowym Macbookiem i odpisywała na maila. Kawałek dalej jakiś facet rozmawiał po angielsku ze swoim klientem.

Poczułem, że chciałbym dołączyć do tego pięknego freelancerskiego świata.

Niestety jak większość początkujących osób miałem miliony pytań. Czy dam radę? Jak to będzie wyglądało? Co powiem żonie? Czy starczy nam kasy? Od czego zacząć?

Sama myśl o jakiś podatkach, pitach, vatach i całej reszcie mocno mnie przygnębiła.

Równocześnie media nie dawały odpocząć. Co chwila pojawiały się informacje o kolejnych “kryzysach”, kolejnych “podwyżkach (zusu, podatków)” i upadających firmach.

Wśród moich najbliższych znajomych nie miałem zbyt wielu przedsiębiorców a freelancera nie znałem chyba żadnego. Trochę doświadczenia w biznesie miałem bo jak wiesz z innych moich artykuł, pracowałem dodatkowo już od 14 roku życia. Przez ponad 5 lat pracy w korporacji poznałem też wiele mechanizmów, które rządzą firmami. To zaskakujące jak chętnie ludzie dzielili się swoim doświadczeniem.

Była jednak kwestia, która całkowicie mnie przerażała. Księgowość. Do dziś czuje ścisk w żołądku kiedy mam siadać do papierów (dziś na szczęście już prawie nie muszę tego robić).

Jestem raczej typem bardzo aktywnym i działającym. Praca księgowego wydaje się być totalnym przeciwieństwem 🙂

Od kiedy pamiętam, zawsze trzymałem swoje pieniądze pod ścisłą kontrolą. W szczególności kiedy zostałem mężem uznałem to za moją powinność. Ale prowadzenie budżetu domowego, kiedy wejdzie już w nawyk nie jest zbyt skomplikowane. Praca etatowa przede wszystkim jest w miarę przewidywalna. Wiesz, mniej więcej kiedy otrzymasz wypłatę więc planowanie nie jest trudne.

Ale budżet firmowy to coś zupełnie innego. Nie zawsze wiadomo, kiedy klienci zapłacą. Podliczenie podatków i wydatków firmowych też jest dużo trudniejsze.  Do tego wszystkie przeszedł strach związany ze złą wyceną swojej pracy. Negocjując podwyżkę, czy zatrudnienie w innej firmie było łatwo. XXXX zł na rękę to moja stawka.

I z głowy.  A przecież kiedy wystawiasz fakturę, musisz mieć z tyłu głowy VAT, podatek dochodowy i swoje koszty. Ciągłe grzebanie w papierach…

Moja pierwsza firma sprzedawała bardzo specyficzne wręcz odjechane usługi.  Skorzystałem z dotacji i produkowałem zdjęcia i filmy 360. Dawało mi to sporo frajdy i szybko zacząłem być kojarzony z tym tematem.

Firma powoli rosła. Ale wystawianie faktur i ich rozliczanie cały czas było dla mnie strasznym problemem. Na początku było ich tylko kilka ale z czasem zrobiło się kilkanaście. A do tego faktury kosztowe. A jeszcze potem trzeba je jeszcze zebrać w jedno miejsce, potem podsumować, wyliczyć…  Zacząłem szukać biura księgowego ale wszystkie miały jakieś absurdalnie wysokie stawki.

A firma rosła dalej.

Pojawili się pierwsi pracownicy. Pierwsze naprawdę duże projekty dla międzynarodowych firm. Coraz mniej czasu na administrację. W międzyczasie zacząłem też regularnie publikować artykuły na blogu, pojawił się pomysł na podcast. Byłem coraz bardziej aktywny na zewnątrz zarówno w social media jak i podczas eventów. Choć firma miała swoje kryzysy (nie płacący klienci!) to wszystko zmierzało w dobrym kierunku.

Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z aplikacjami do księgowości online. Nie poszło mi zbyt dobrze – różne rozwiązania wcale mi nie pomagały a raczej zagmatwały wszystko jeszcze bardziej. W końcu trafiłem na pomoc kilku zaufanych księgowych z biura rachunkowego Tax Care.

Druga firma?

Z czasem podjąłem decyzję o zmianie formy działalności gospodarczej z działalności z jednoosobowej na spółkę.

Największy strach był niestety ponownie związany z… księgowością! Wszyscy znajomi mówi mniej więcej coś takiego:

  • no jasne. Ale spółka to pełna księgowość, mnóstwo papierów, formalności.

Okazało się, że nie jest tak źle dopóki ma się porządek 🙂  Zmieniłem wtedy też profil działalności – zacząłem zajmować bardziej marketingiem i kreatywnym połączeniem klocków niż filmami 360. W efekcie sprzedałem cały sprzęt i skupiłem na usługach marketingowych.

Po drodze fantastyczny wyjazd na Filipiny i kolejne osoby dołączające do zespołu. Powoli rósł też blog, który równocześnie zaczął generować dochody i klientów. Mogę w jednym zdaniu wspomnieć, że mój blog wygenerował dla mnie kontrakty na ponad 300 000 zł! Do Michała Szafrańskiego jeszcze mi daleko, ale równocześnie pozwoliło  to jeszcze mocniej rozbudować firmę.

Kilka miesięcy temu dołączyła do zespołu moja wspólniczka, którą niedługo poznasz w jednym z odcinków podcastu. Razem mamy – nieograniczone możliwości! I tak brzmi nasze motto.

Od wielu miesięcy księgowość już mnie nie męczy. To po prostu nie moje zadanie. Znasz moje podejście do produktywności – głowa nie służy do zapamiętywania zadań – od tego są zewnętrzne systemy. Podobnie jest z księgowością. Mój mózg po prostu nie potrafi sobie poradzić z tymi wszystkimi ciężkimi tematami. Mam od tego ludzi i odpowiednia narzędzia. A ja mogę się po prostu skupić na tym na czym się znam.

Od kiedy delegowałem księgowość wystawianie faktur to przyjemność (a jeszcze większa kiedy klienci je spłacają). Tytuł tego artykułu zawierał w sobie pytanie – czy własna firma to recepta na sukces?

Oczywiście to wszystko zależy jak definiujesz sukces. Wiele zależy od tego jakie są Twoje cele długoterminowe. W moim przypadku na najwyższych miejscach są takiej pojęcia jak duchowość, rodzina czy czas dla siebie.  I dzięki własnej firmie mam wiele otwartych furtek np. nikogo nie muszę pytać o urlop, rzadko kiedy muszę się tłumaczyć kiedy i o której godzinie pojawiam się w pracy. Od kilku miesięcy zarabiam też lepiej niż na etacie i widzę świetną perspektywę, że firma będzie rosła jeszcze dalej. Z drugiej strony zdarzają się miesiące, w których pracuje po 200-240 godzin. Tygodnie kiedy chodzę zmęczony i dni kiedy jestem chory ze stresu.

Ale poczucie wolności, swobody i możliwość tworzenia czegoś swojego jest nie do przecenienia. Równocześnie jednak uważam, że jest kilka elementów o których trzeba pamiętać:

  • poduszka finansowa – taka firmowa, która ochroni nas przed złymi czasami
  • o ile to możliwe unikanie pożyczek
  • trzymanie porządku – zarówno w kontekście procedur firmowych jak i dokumentacji
  • nauczenie się delegowania wszystkiego co jest możliwe, aby skupić się na tym co naprawdę ważne – w szczególności delegowanie rzeczy na których się nie znamy – takich jak księgowość!
  • ponownie! trzymać porządek również w kontekście relacji z ludźmi
  • poczucie wewnętrznej motywacji
  • ciągła nauka i rozwój
  • obserwowanie konkurencji i uczenie się od lepszych

Przez ostatnie pięć lat własnej firmy poniosłem tysiące porażek. Dziesiątki klientów zrezygnowało ze współpracy i jeszcze więcej ją zawiązało. Dziś moja firma to fajnie zgrana ekipa ludzi, którzy chcą robić fajne projekty. To rosnąca satysfakcja każdego dnia. Cieszy mnie miejsce w którym jestem. W jednym z artykułów opisywałem swój poziom stresu – wciąż nawet w najgorszych momentach nie wrócił on do poziomu “pracy etatowej”.

W zeszłym roku spędziłem 5 tygodni na Filipinach – nie byłoby to możliwe gdyby nie własna zdalna firma i zdalny zespół (również ten księgowy). Nie byłoby to też możliwe gdyby nie wewnętrzne procedury i porządek.

Jeśli myślisz nad założeniem własnej firmy – daj znać, chętnie Ci pomogę sprawdzić czy Twój pomysł zadziała. Jeśli potrzebujesz marketingu – moja firma może Ci pomóc. Jeśli chcesz zyskać dodatkowe godziny na pracę freelancera – kup mój kurs lub e-booka.

Jeśli potrzebujesz narzędzi do księgowości – idź do Tax Care 🙂

 

Cześć! Bardzo mi miło, że czytasz mojego bloga. Chciałbym informować Cię o nowych artykułach, a moi subskrybenci otrzymują też coś ekstra. Chciałbyś się przekonać co to takiego?

Ciągle brakuje Ci czasu?
Zyskaj dodatkowe godziny
Pobierz darmowe narzędzia, które nauczą Cię produktywności!
POBIERZ NARZĘDZIA
close-link