Przez 3 miesiące agenci AI wykonali ok. 233 zadania i zbudowali sklep, ale 16 potwierdzeń zamówień nigdy nie wysłano. Z 35 zamówień tylko jedno było opłacone, a raport reklamowy zawyżał wydatek: 3803 zł zamiast ok. 71-72 zł. Wniosek? Zakończone zadanie nie dowodzi, że sklep działa - sprawdzaj dane u źródła i testuj płatność oraz e-mail. Przed reklamami ustaw limity budżetu i upewnij się, że możesz obsłużyć zamówienia.
Oddałem agentom AI sklep z akcesoriami wędkarskimi i pozwoliłem im zająć się budową strony, produktami oraz marketingiem. Po trzech miesiącach zobaczyłem działający sklep i około 233 wykonane zadania. Zobaczyłem też 16 potwierdzeń zamówienia, z których nie wyszedł ani jeden mail.
To dobrze pokazuje pułapkę, w którą łatwo wpaść przy automatyzacji. Agent może zamknąć zadanie i zameldować sukces, a klient nadal utknie przy płatności albo będzie czekał na wiadomość, która nigdy nie nadejdzie.
W Trifish agenci pracowali jako mały zespół: jeden rozdzielał zadania, drugi pilnował spraw technicznych, kolejni budowali sklep i przygotowywali reklamy. Ja nadal odpowiadałem za druk produktów, pakowanie i wysyłkę. AI nie mogło za mnie włożyć wydruku do paczki.
Dlatego zamiast pytać, czy agenci potrafią prowadzić sklep, zacząłem pytać o coś bardziej przyziemnego: jak sprawdzić, czy ich praca naprawdę działa. Pokażę Ci, gdzie znalazłem dziury i jakie zasady ustawiłem przed ponownym puszczeniem reklam.
Gotowy sklep to jeszcze nie działający sklep
Agenci zbudowali stronę, na której można było wybrać paczkomat i przejść do płatności przez Stripe, BLIK lub Przelewy24. Powstało też zaplecze do zamówień, stanów magazynowych i kodów rabatowych. Przy produktach z MakerWorld agenci sprawdzali licencje i blokowali modele bez zgody na sprzedaż. To były konkretne, przydatne rzeczy.
Ale gdy zajrzałem głębiej, znalazłem trzy wersje sklepu: jedną na głównej gałęzi kodu, drugą na pobocznej i trzecią zmienianą bezpośrednio na serwerze. Do tego wygląd strony i zdjęć produktów nie trzymał się kupy. Zanim zleciłem przebudowę, zrobiłem kopię bazy i połączyłem rozjechane wersje w jedną.
Ustawiłem prostą regułę: na serwer trafia tylko jedna uzgodniona wersja, a zmiany w bazie przechodzą przez migracje, czyli zapisane, kontrolowane kroki. Bez tego kolejny agent mógłby naprawić błąd w sklepie, którego klienci nawet nie widzą.
Jeśli chcesz oddać agentom dostęp do strony lub sklepu, polecam Ci mój tekst o testowaniu najważniejszych ścieżek. Sam przekonałem się, że samo zakończenie zadania przez AI nie jest dowodem, że klient może bez przeszkód kupić produkt.
Kliknij, aby przeczytać artykuł: Web MCP może zmienić Internet szybciej, niż myślisz. Co to oznacza dla freelancerów, e-commerce i stron usługowych?Raport agenta sprawdziłem u źródła
Najbardziej otrzeźwił mnie raport reklamowy. Agent podał wydatek 3803 zł. Kiedy sprawdziłem konto reklamowe, zobaczyłem około 71-72 zł. Agent przez MCP, czyli połączenie z zewnętrznymi narzędziami, pobrał dane z innego konta e-commerce, do którego miał dostęp.
Same reklamy przyniosły około 19 000 wyświetleń, 14 000 zasięgu i 400 kliknięć, przy koszcie około 18 groszy za kliknięcie. Wcześniejsze założenie testowego budżetu 5000 zł nie oznaczało, że tyle wydałem. Gdybym oparł kolejną decyzję na raporcie agenta, pomyliłbym nie tylko kwotę, ale i sklep.
Od tego momentu przy ważnych liczbach zaglądam do panelu, z którego pochodzą dane. Jeśli dajesz AI dostęp do kilku kont, każ mu wskazać konkretne konto i okres raportu. Przy wydatkach wolę poświęcić minutę na sprawdzenie niż potem prowadzić śledztwo w stylu „kto zjadł budżet?”.
Gdy próbuję zrozumieć, gdzie gubię sprzedaż, patrzę osobno na ruch, zakupy, marżę i własną możliwość obsługi zamówień. Szerzej rozpisałem ten sposób myślenia w tym artykule.
Kliknij, aby przeczytać artykuł: Od 16 tys. do 60 tys. miesięcznie: czego ten case study naprawdę uczy o skalowaniu freelancingu35 zamówień, jedno opłacone. Gdzie szukałem problemu?
W sklepie pojawiło się 35 zamówień, ale około 10 złożyli sami agenci podczas testów. Większość pozostałych klientów dotarła do etapu płatności i jej nie dokończyła. Opłacone zostało jedno zamówienie. Na podstawie tych liczb nie ogłoszę sukcesu sprzedażowego ani nie wskażę jednej przyczyny porzuceń.
Znalazłem za to błąd, którego nie musiałem zgadywać: system nie wysłał żadnego z 16 maili z potwierdzeniem zamówienia. Agent nie wychwycił tego sam. Ja też przeoczyłem problem, dopóki nie sprawdziłem całej drogi klienta, zamiast patrzeć wyłącznie na stronę i liczbę zadań.
Przed kolejną kampanią sprawdziłbym tę drogę tak:
- Złożyłbym zamówienie testowe i przeszedł przez płatność, zamiast poprzestać na wejściu do koszyka.
- Sprawdziłbym, czy zamówienie pojawia się w zapleczu i czy mail faktycznie dociera na skrzynkę.
- Policzyłbym koszt produktu: materiał, czas druku, pakowanie, wysyłkę i reklamę.
Ten ostatni punkt jest dla mnie ważny, bo nawet sprawny sklep nie zarabia automatycznie. Jeśli po odjęciu kosztów produktu i obsługi nic nie zostaje, większy ruch tylko szybciej pokaże problem.
Przy druku 3D łatwo zachwycić się ceną sprzedaży i pominąć koszt pojedynczej sztuki. W tym tekście rozpisuję, co sam wliczam, zanim uznam, że zamówienie ma sens finansowy.
Kliknij, aby przeczytać artykuł: Czy AI naprawdę może poprowadzić sklep bez właściciela? Analiza eksperymentu za 3000 złReklamy włączę dopiero po teście całej ścieżki
Wstrzymałem agentów również wtedy, gdy wyjazd odbierał mi możliwość obsługi drukarki. Nie chciałem ściągać zamówień, których nie mógłbym przygotować. To ograniczenie nie znika tylko dlatego, że marketingiem zajmuje się AI.
Po przebudowie sklepu ustawiłem start reklam na 15 zł dziennie, z limitem 100 zł dziennie i 2000 zł miesięcznie. Podniesienie budżetu wymaga mojej zgody. Przed uruchomieniem kampanii agent ma sprawdzić płatności i maile. Podłączyłem też Pollo AI, żeby mógł przygotowywać materiały wideo obok grafik, ale nowa kreacja nie zastąpi działającej kasy.
Co sprawdzę, zanim oddam agentom kolejny kawałek sklepu?
Po tym eksperymencie bardziej ufam agentom jako wykonawcom konkretnych zadań niż jako kontrolerom własnej pracy. Zbudowali sporo, lecz nie zauważyli niewysłanych maili, a raport reklamowy wzięli z niewłaściwego konta. Dlatego zostawiam sobie decyzje o budżecie i sprawdzam wynik tam, gdzie odczuwa go klient: przy płatności, potwierdzeniu i odbiorze paczki.
- Trzymam jedną wersję sklepu i robię kopię bazy przed większą zmianą.
- Sprawdzam liczby reklamowe bezpośrednio na właściwym koncie.
- Testuję zakup, płatność i mail przed zwiększeniem ruchu.
- Ograniczam wydatki do kwot, na które wyraziłem zgodę.
Twój ruch na teraz: złóż jedno testowe zamówienie w swoim sklepie i sprawdź, czy dostajesz potwierdzenie na maila. U mnie właśnie na tak prostym kroku automat się wyłożył. A u Ciebie co najczęściej psuje się dopiero po kliknięciu „kupuję”?
Brak komentarzy - bądź pierwszy