Marketing szeptany to jedna z najciekawszych form zarabiania dodatkowo i jeden z ciekawszych mechanizmów marketingowych. W czasach dobrobytu i ciągłej rywalizacji na rynku o każdego klienta, firmy decydują się na coraz to nowsze metody promocji. Kombinują i szukają nowych pomysłów. Na tym blogu przerobiłem już temat pozycjonowania, kampanii AdWords oraz social media. Czas na kolejną formą marketingu – marketing szeptany. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad prawdziwością opinii w internecie? Nie masz czasem wrażenia, że opinie na takich portalach jak booking.com czy allegro/ebay wyglądają delikatnie zbyt cukierkowo? Choć to zauważamy, to w dalszym ciągu społeczeństwo (w szczególności polskie) ma skłonność do wierzenia we wszystko, co napisane zostało w Internecie. Bo przecież dlaczego ktoś miałby nas oszukiwać, prawda? Przecież jeśli to zostało napisane i przez kogoś podpisane – to musi być prawdziwe! Dlatego też – przymierzając się do zakupu bądź skorzystania z usługi – wpierw sprawdzamy oceny i zdania forumowiczów. Jeśli więc widzimy, że produkt posiada pozytywne rekomendacje, chętniej skłaniamy się do nabycia danego przedmiotu. Tak właśnie działa mechanizm społecznego dowodu słuszności, o którym zaraz Ci więcej opowiem. Zacznijmy jednak od definicji 🙂

 

Czym jest marketing szeptany?

Temat ten rozpatrzymy z dwóch perspektyw. Dlaczego ktoś zleca taką usługę? Ile to kosztuje? Gdzie znajdziesz zlecenia? Czy warto zarabiać, tworząc kampanię marketingu szeptanego? Ok, zacznijmy od podstaw. Marketing szeptany to w praktyce działania marketingowe, które mają w głównej mierze dotrzeć z informacją marketingową do odbiorcy dzięki bezpośredniemu i „spontanicznemu” przekazowi ustnemu lub pisemnemu. W swobodnym rozumieniu chodzi o przekazywanie rekomendacji dotyczących produktów lub usług. Wyobraź sobie prostą sytuację:

19-letnia maturzystka, lekko przygarbiona przez ciężki plecak siedzi na przystanku i przegląda swojego facebooka. Jej wirtualna starsza o kilka lat koleżanka kupiła przez internet nowy lakier hybrydowy – choć był bardzo drogi, jest nim wprost zachwycona! Do tego stopnia, że wręcz nie widzi żadnych wad. Co kilka godzin wysyła snapy zatytułowane „moje pazurki wciąż pięknie wyglądają”. Wręcz co chwila zalewa swoją relację na Instagramie kolejnymi zdjęciami swoich palców. Właściwie w każdym możliwym miejscu wrzuca zdjęcia z linkiem do sklepu… Jak poczułaby się młodsza dziewczyna gdyby dowiedziała się, że jej koleżanka otrzymuje wynagrodzenie za swoje działania?

W tym miejscu zachodzi bardzo ciekawy proces.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że po prostu się tym nie przejmie. Najmłodsze pokolenie jest wręcz otoczone przez lokowanie produktu. A w dodatku przecież ogląda tą influencerkę od kilku lat i wie, że ta „wrzuca tylko produkty, którym ufa” i rezygnuje ze współprac i recenzji produktów, które jej się nie podobają (pomijając, czy jest to zgodne z prawdą). Z drugiej strony „większość” jej koleżanek też kupiła ten lakier. Nie ma powodu, aby jej nie ufać. Poza tym sprawdzała opinię w internecie, na wizaż KWC i podobnych – inne dziewczyny też były zachwycone! Średnia ocen z ponad 20 recenzji to ponad 4,6 na 5! Większość nie może się mylić!

Czy na pewno?

W tej krótkiej historii jest ukrytych kilka różnych mechanizmów marketingowych, które już niedługo też omówię w osobnych artykułach. Możesz też przeczytać artykuł Jak zarabiać na blogu? – tam część mechanizmów już omówiłem. Najprościej rzecz ujmując, proces zakupowy młodych ludzi bardzo się zmienił.

No bo od kiedy istnieje marketing szeptany? Odkąd istnieje ludzkość. Już od wieków ludzie przekazywali sobie informacje z ust do ust. Z pokolenia na pokolenie. Od sąsiada do sąsiada. Dawniej po prostu wszedłbyś do sklepu, zrobił zakupy i wyszedł. Ewentualnie porozmawiałbyś z rodziną i przyjaciółmi, jeśli musiałbyś wybrać coś większego. Masz przecież do najbliższych zaufanie – masz prawie pewność, że Cię nie oszukają – to nie miałoby sensu.

Dziś szukamy informacji w internecie. Wydaje nam się, że mechanizm jest ten sam. Ludzie w internecie nie mają przecież żadnego interesu w oszukiwaniu Ciebie, prawda?

Ale tym właśnie jest marketing szeptany. Jego podstawowym celem jest umieszczanie w internecie opinii oraz wywoływanie pozytywnych dyskusji na temat określonych produktów. Oczywiście, w dalszym ciągu część z tych opinii jest prawdziwych, ale… zastanów się. Kiedy ostatni raz sam z siebie opisałeś jakiś produktu lub usługę w internecie? Być może przypominasz sobie, swoją frustrację z nieudanego zakupu, którą wylałeś zostawiając negatywny komentarz w internecie. Nie mogłeś się nadziwić, dlaczego większość opinii jest pozytywnych?

No właśnie. Rzadko się zdarza, aby chciało nam się pisać coś pozytywnego na temat produktów i usług (chyba, że jesteśmy za to wynagradzani – ale to również pewna strategia marketingowa). Ale chętniej piszemy opinie negatywne, aby gdzieś wylać zbierające się w nas emocje. Aby przeciwdziałać temu zjawisku firmy zatrudniają ludzi, którzy regularnie publikują tylko te pozytywne i neutralne recenzje.

Reasumując, marketing szeptany jest tak ważny, ponieważ opiera się na doświadczeniu oraz zaufaniu względem innych ludzi. Miarą zaufania w tym przypadku jest np. liczba napisanych komentarzy na danym forum (łatwo zaufać osobie, która ma kilka tysięcy komentarzy) albo po prostu popularność danej osoby. Właśnie dlatego tak wiele pieniędzy różne marki są skłonne płacić celebrytom za używanie ich sprzętu – mechanizm jest dokładnie taki sam i przekłada się na naprawdę spore dochody.

 

Marketing szeptany – odmiany i różne formy?

Marketing szeptany można podzielić na różne podgrupy i formy. Generalnie każda taka forma musi być dostosowana do danej firmy i jej strategii. Poniżej zaledwie skrót informacji:

  • Buzz marketing  celem jest wywołanie dyskusji wśród grupy konsumentów na określony temat. Opiera się ona między innymi na interakcji konsumentów oraz użytkowników danego produktu bądź usługi, które mają przełożyć się następnie na wzmocnienie oryginalnego przekazu marketingowego. Jak sama nazwa wskazuje, buzz określa pozytywny szum wywoływany wokół określonego tematu. Co więcej, buzz marketing przekłada się na określenie „brzęczenia pszczół” – przekazywania opinii kolejnym osobom. Jeśli zatem ocena będzie pozytywna, taka zostanie wysłana w świat i trafi do innych, potencjalnych klientów. Świetnie radzą sobie takie marki jak Netflix czy Samsung – ich premiery produktów i usług potrafią wywołać prawdziwy szum. Wystarczy tylko wspomnieć, że w dzień promocji nowego serialu na Netflixie – prawie na pewno spotkasz się ze zdjęciem lub wypowiedzią na ten temat na swoim facebookowym wallu.
  • Marketing wirusowy – w pewnym sensie może być odmianą marketing szeptanego. Na ten temat niedługo postaram się napisać kolejny artykuł. Najprościej rzecz ujmując, marketing wirusowy polega na tworzeniu treści, często zabawnych lub kontrowersyjnych, bądź wyjątkowo interesujących materiałów, które tworzone są z myślą o tym, aby jak najwięcej osób udostępniło dany materiał dalej. Często mają formę e-mail czy internetowego filmu. Proces rozprzestrzeniania się tych komunikatów jest analogiczny do replikacji wirusów atakujących żywe komórki. To jedna z metod growth hackingu (przeczytaj artykuł na ten temat).
  • Brand blogging – czyli pisanie blogów skupionych wokół określonej marki. Bardzo często pod tym pojęciem rozumie się też współpracę z blogerami lub influencerami. Firmy po prostu płacą (w barterze lub gotówką) blogerom i blogerkom za opisanie określonych produktów i usług. Ich zasięgi przekładają się bezpośrednio na wzrost zainteresowania marką. Co ciekawe, taką formą reklamy zainteresowane są zarówno ogromne marki, jak i te mniejsze. Platforma, która umożliwia taką współpracę pomiędzy blogerami i markami to WhitePress. Możesz się tam zarejestrować i pozyskiwać płatne artykuły na swojego bloga. Niedługo również na temat tej platformy powstanie osobny artykuł 🙂
  • Community marketing – celem jest najpierw stworzenie, a potem animacja oraz wspieranie małych społeczności wkręconych w dany temat. W ten sposób zyskujesz „darmowych” ewangelizatorów swojej marki. Pomyśl tylko, do czego zdolne są fankluby drużyn piłkarskich! Prawie w każdej branży jesteś w stanie spróbować stworzyć tego typu miejsce, np. jeśli sprzedajesz półprodukty, mógłbyś stworzyć grupę na Facebooku dla osób tworzących rękodzieło i od czasu do czasu wspomnieć tam o swojej marce.
  • Product seeding – czyli zasiewanie produktu w wolnym tłumaczeniu. Chodzi o znalezienie wpływowych osób, które zgodzą się korzystać z Twoich produktów. Idealnie radzi sobie z tym tematem NewBallance, który wspiera różnych influencerów (widać to na eventach blogerskich, gdzie ogrom ludzi ma właśnie buty z NewBallance 🙂 ). Na temat współprac barterowych też powstanie osobny artykuł już niedługo 🙂 Trochę na ten temat pisałem w artykule o zarabianiu na blogu.
  • Cause marketing – to chyba jedna z trudniejszych form. Chodzi o takie działania zbliżone do CSR (czyli takich kwestii społecznych), aby zyskać zaufanie, szacunek i wsparcie innych ludzi. Jeśli uznają oni, że dana firma „walczy” o istotną sprawę – dadzą jej swoje wsparcie, a częściowo wspiera to popularność danej firmy.
  • Trendsetting czyli próba wytworzenia określonej mody na określone produkty. Świetnym przykładem może być coca cola. Po co sięgniesz w bardzo gorący dzień? Po coca colę z lodem, prawda? W tym przypadku zdarza się też zatrudnianie określonych osób, które potrafią wywołać w innych chęć naśladownictwa wśród otoczenia. To bardzo skomplikowany proces, możliwy jednak do zrealizowania przy odpowiednim budżecie i zasięgu.

Od strony marki i firmy to właściwie tyle. Jak widzisz, wiele elementów jest uzależnionych od zasięgów – im większą popularnością możesz się pochwalić – tym więcej możesz tutaj zarobić. Ale nawet, jeśli dopiero zakładasz konto na Facebooku – nic straconego. W kolejnych akapitach dowiesz się, jak nawet zachowując anonimowość możesz podratować swój budżet domowy.

 

Marketing szeptany a szemrany

Podział, który chcę tutaj zaprezentować jest bardzo umowny. Zasadniczo nie spotkałem się w internecie z dokładnie tego typu definicją w internecie. Marketing szeptany i szemrany często są stosowane po prostu jako wymienne zwroty. Z mojej jednak perspektywy warto wprowadzić pewne rozróżnienie w tym temacie.

Wszystko posiada zarówno jasną, jak i ciemną stronę. Podobnie jest również w marketingu, gdzie – poza szeptanym – wyróżnia się również PR szemrany, czyli negatywny. Marketing szeptany jest jedną z najbardziej wiarygodnych i najlepszych promocji na temat danego produktu bądź usługi, jaką można ofiarować. Choć dla wielu jest to wręcz idealne rozwiązanie, to coraz większa grupa osób uważa taką rekomendację za niezgodną z zasadami etyki.

Zwykle jednak nietrudno jest pomylić marketing szeptany z szemranym. Czymże więc jest „ten drugi”? Otóż, mówiąc najprościej, marketing szemrany to nic innego, jak podszywanie się pod zwykłego użytkownika forum oraz pisanie na temat danego produktu w sposób negatywny. Publikacja takich wpisów ma zniechęcić do skorzystania z usług czy produktów danej firmy.

Jak widzisz więc również w negatywne opinie nie do końca musisz wierzyć… Z tego typu praktyką możesz się w szczególności spotkać na Facebooku (wystawianie z wielu kont oceny 1 danemu fanpage’owi) lub Google (również wystawianie wielu negatywnych opinii w Google Moja Firma – czyli np. 1 gwiazdka przy nazwie firmy, którą szukasz w Google Mapy).

To bardzo nieczyste zagranie i bardzo ryzykowne z perspektywy prawa (chociażby biorąc pod uwagę działania na szkodę konkurencji). Z drugiej strony w sieci znajdziesz regularnie ogłoszenia na takie zlecenia…

 

Wystawianie opinii – czy to jeszcze marketing szeptany?

W rzeczywistości jedyną różnicą pomiędzy opiniami a marketingiem szeptanym jest to, kto za nimi stoi. Zwykle opinie piszą osoby, które po prostu zarabiają na wystawianiu ocen, a rzadziej chcące po prostu (z dobrej woli) podzielić się własnym doświadczeniem. To właśnie za marketingiem szeptanym stoją osoby, którym zlecono wystawienie określonej, pozytywnej opinii.

Jest istotna różnica pomiędzy napisaniem postu lub komentarza gdzieś w internecie o pozytywnej treści a nieszczerym zachwalaniem produktu online:

Przykład klasycznego posta marketingu szeptanego:

Niedawno natknąłem się na stronię xyz.com, która wydaje się rozwiązywać Twój problem.

Przykład źle rozumianego kreowania opinii:

Od lat korzystam z produktów marki XYZ, to najlepsze co mnie spotkało w życiu. Bardzo niska cena za taki świetny produkt! Jest genialny, wręcz uratował mi życie! Musisz go mieć!

Tworząc posty lub komentarze w kampaniach marketingu szeptanego musisz zachować umiar. I to bez względu na to, czy jesteś copywriterem, który realizuje zlecenie czy firmą, która takich podwykonawców szuka 🙂

 

Jak zacząć zarabiać na marketingu szeptanym?

Ta część artykułu jest skierowana już bezpośrednio do copywriterów, którzy chcieliby zacząć zarabiać, tworząc kampanię marketingu szeptanego.

Przede wszystkim chciałbym, abyś dobrze zrozumiał, dlaczego ktoś chce zlecić taką kampanię. Celów, wbrew pozorom, może być wiele. Pierwszy i podstawowy to po prostu wzrost dochodów. Ale to bardzo krótkoterminowe i krótkowzroczne cele. Potencjalnie, jeśli umieścisz link do danego sklepu internetowego w popularnym miejscu, istnieje spora szansa, że wiele osób przejdzie na daną stronę. Część być może zdecyduje się nawet na zakup.

Kolejnym celem jest wzrost samej popularności danej marki. Zastanów się, czy coca colę trzeba reklamować? Przecież wszyscy ją znają! To prawda. Ale jeśli zmniejszyłyby się drastycznie budżety na marketing – z czasem popularność zaczęłaby słabnąć. Dlatego ciągłe działania są niezbędne.

Dobrze przeprowadzona kampania marketingu szeptanego może dawać pozytywne skutki przez lata!

Kolejny cel jest ściśle związany z tym, jak działa wyszukiwarka Google. Sporo na ten temat mówiliśmy w podcaście, gdzie moim gościem był Szymon Słowik. W uproszczeniu – linki umieszczone przez Ciebie w ramach kampanii marketingu szeptanego mogą podnieść pozycję danej strony w Google. Innymi słowy – nie tylko spowodujesz, że część klientów przejdzie na stronę, bezpośrednio klikając w dany link, ale równocześnie być może więcej osób wejdzie na stronę klienta z wyszukiwarki Google.

No dobrze – zmierzajmy do brzegu 🙂 Co trzeba umieć, aby zostać szeptaczem? 

Aby zostać marketingowcem szeptanym, trzeba posiadać pewne umiejętności oraz trochę czasu – zwykle od kilku minut do kilku godzin dziennie w zależności od kampanii.

Nim jednak zaczniesz, zapoznaj się z tak zwanymi kodeksami osób specjalizujących się w marketingu szeptanym, które są ogólnodostępne w Internecie. Oceń swoje możliwości i zapamiętaj, że pewnych błędów nie wolno popełniać w tej branży. Warto tworzyć swoją markę od samego początku, dlatego też wiedza jeszcze przed rozpoczęciem „pracy” bardzo się przyda.

Taka osoba powinna przede wszystkim posługiwać się poprawną polszczyzną oraz posiadać bogaty zasób słownictwa, by nie powtarzać wciąż tych samych słów i określeń. Co więcej – musi w głównej mierze sprawnie poruszać się po forach oraz pisać opinie w pełni swobodne. Przyda się również umiejętność kierowania rozmów tak, aby „chwaliły” one dany produkt, a jednocześnie nie wzbudzały podejrzeń internautów co do zatrudnienia forumowicza. Szeptany marketingowiec musi również potrafić wczuć się w konsumenta, w jego rolę.

Bardzo pomocne może się okazać posiadanie już rozbudowanych kont na różnych tematycznych forach. Takie osoby zarabiają po prostu najwięcej.

 

Marketing szeptany – jak znaleźć pracę?

Wiele firm ogłasza się, kiedy poszukuje osób do marketingu szeptanego. Inni mogą również na własną rękę kontaktować się z marketingowcami, którzy promują własne usługi w Internecie. Najczęściej tego typu oferty znajdziesz na różnych giełdach zleceń. W Polsce funkcjonuje kilka dużych portali takich jak oferia, olx, czy freelancer.com.

Giełdy dosyć szczegółowo opisałem w tym artykule.

W tym artykule chciałbym się w szczególności skupić na jednym z najpopularniejszych rozwiązań dedykowanych marketingowi szeptanemu. Mowa o brandle.pl

Jest to narzędzie pozwalające w prosty sposób kontrolować kampanię marketingu szeptanego – zawiera kreator oraz centrum zarządzania dyskusją, do których dostęp mają zarówno zleceniodawcy, jak i zleceniobiorcy. Osoby dopiero stawiające pierwsze kroki w marketingu szeptanym mogą również znaleźć przydatne poradniki, które umożliwiają lepsze zapoznanie się z tymże pojęciem.

Możesz bezpłatnie się zarejestrować. Od strony firmy możesz stworzyć taką kampanię, wybrać miejsca w których powinny pojawić się posty oraz ustalić cenę.

W brandle.pl działa aktualnie około 100 copywriterów, których możesz przydzielić do swojej kampanii. Możesz też stworzyć osobne konta dla swoich własnych copywriterów i rozliczać się z nimi za pomocą platformy.

Dla mnie ogromną przewagą brandle.pl jest cały system, który raportuje wszystkie działania. Tzn. agent na bieżąco może zgłaszać miejsce gdzie został napisany dany komentarz, a Ty od razu widzisz treść tego posta w narzędziu wraz z informacjami technicznymi na temat danej strony (np. jej popularności, mocy pod kątem SEO itd).

Od strony agenta natomiast dostajesz proste narzędzie, które właściwie jednym kliknięciem pozwala Ci raportować swoją pracę.

marketing szeptany w biznesie

Brandle to też świetna platforma właśnie do komunikacji pomiędzy osobami, które mają już rozbudowane konta na forach (dzięki czemu ich posty nie zostaną szybko usunięte) a markami, które potrzebują zlecić tego typu usługę.

 

Wpływ opinii w marketingu szeptanym

Influencerem nazwiemy między innymi osobę, która ma silny wpływ na innych i jednocześnie przekonuje ich do podjęcia odpowiedniej decyzji. Nie chodzi tu jednak o najbliższych, rodzinę czy przyjaciół, a znacznie większą grupę odbiorców prezentujących podobny poziom społeczny lub styl życia. Inaczej influencer jest nazywany liderem opinii, który np. posiada bloga mającego dobre statystyki. Może to też być ktoś mający dobrze rozbudowane konto na facebooku, instagramie, youtubie lub dowolnym innym portalu społecznościowym.

Zasada jest prosta – im większy masz zasięg, tym więcej zarabiasz. Zwykle influencerzy reklamują dany produkt w sposób jawny, ale ze względu na silne oddziaływanie na innych, są w stanie łatwo przekonać ich do skorzystania z usługi lub zakupu produktu.

Dobrym przykładem tego typu kampanii może być na przykład Matt Olech. Który już od kilku miesięcy regularnie publikuje swoje filmy z klarowną informacją, kto jest partnerem jego kanału. Kampania notuje już milionowe zasięgi:

Ile można zarobić w marketingu szeptanym?

To zależy. Średnie ceny za jeden post waha się pomiędzy 1 zł a 3,5-4,5 zł. Za czasów mojej pracy jako freelancer zdarzało mi się realizować kampanię dla bardzo dużych marek (chociażby jednej z wiodących porównywarek cenowych, platformy księgowej, czy w końcu sklepów internetowych). Zdarzały się zlecenia po 1000 postów do napisania w ciągu miesiąca po 3-4 zł sztuka. Zdarzały się też okresy ciszy…

Realizacja tego typu kampanii może czasami stwarzać pewne problemy etyczne. Firmy chcą, abyś przedstawił ich firmę w jak najlepszym świetle – czasami mają wręcz nierealistyczne oczekiwania. Czasami jednak okazuje się, że dany produkt wcale nie jest taki dobry.

Być może pamiętasz słynną akcję Piotra K. – zwanego najmłodszym milionerem. Aktualnie przebywa w więzieniu… Ale zdecydowanie jego firma inwestowała bardzo duże pieniądze w marketing szeptany. Promocja jego produktów oraz kliniki przez jakiś czas była widoczna wszędzie! Od popularnych blogów, po świat celebrytów!

Jak czują się dziś osoby, które pomogły promować takie oszustwa…?

Drugi kontrowersyjny temat to wspomniane kampanie szemrane. Tutaj ceny za jeden post wahają się od 5 do nawet 10 zł za jedną negatywną opinię czy wzmiankę w internecie. Czy zdajesz sobie sprawę, że prowadząc tego typu kampanię możesz zniszczyć komuś biznes? Twojemu sumieniu pozostawiam decyzję czy tego typu praca jest etyczna. 

Jak wygląda praca w marketingu szeptanym?

Aby zostać dobrym marketingowcem piszącym marketing szeptany, należy nie tylko sprawnie poruszać się po forach internetowych, ale i pisać posty bogate, swobodne oraz rzeczowe. Podejmując się zleceń, wpierw należy zapoznać się z danym produktem, bądź tematem, by móc pisać konkrety, informacje zgodne z prawdą. Oprócz tego, dobry marketingowiec nie powinien publikować postów na forach nieaktywnych, gdzie liczba użytkowników wynosi na przykład – śmieszne – dziesięć osób. Nie warto również szukać odpowiednich wątków do publikacji, należy od razu zakładać nowe tematy i zaczynać dyskusję od początku, „na czysto”.

Chcąc promować własną markę, należy się nieco wysilić i nie pisać dokładnie tego samego tekstu na kilka forach, gdyż szybko inni internauci mogą zorientować się, że tak naprawdę zatrudniono nas do promowania marki. Marketingowcy ceniący się nie mogą tworzyć celowo opinii negatywnych w celu popsucia wizerunku zleceniodawcy. Należy też pamiętać, aby nie ujawniać w Internecie własnych relacji z daną marką oraz nie płacić innym za swoją pracę, czyli rozprzestrzenianie informacji.

Marketingowcy szeptani nie powinni kłamać. Powinni natomiast pisać o produkcie prawdę. Jeśli jednak pracujemy w tym samym czasie dla kilku firm, ciężko jest zapoznać się ze wszystkimi przedmiotami osobiście. Wówczas warto wcześniej przeczytać opisy producenta i kierować się nimi podczas pisania opinii. Należy skupić się na mocnych stronach przedmiotu, ale – jeśli posiada on wady – nie powinno się również ich ukrywać, bądź zaprzeczać im. Nie można przesadzać w wychwalaniu. Co za dużo, to nie zdrowo. Jeśli więc ktoś nadmiernie używa pochwał, nikt z forumowiczów nie uwierzy w taką opinię.

Warto też zjednać sobie liderów opinii, zyskać ich przychylność i zainteresowanie. Kolejnym aspektem i cechą dobrego marketingowca jest budowanie zaufania, czyli przekazywanie rzetelnych informacji.

 

Marketing szeptany na forach, blogach i w social media

To właśnie na forach internetowych, blogach oraz portalach społecznościowych, takich jak Facebook, skupia się dziś marketing szeptany. Jeśli korzystamy z dwóch pierwszych sposobów, najczęściej jesteśmy anonimowi, choć i tutaj nie wolno przesadzać z „wolnością”, ponieważ kłamstwo czy fałszerstwa szybko wyjdą na jaw. W przypadku portali społecznościowych, czyli najbardziej docierających do potencjalnych klientów, sprawa wygląda trochę inaczej. Oczywiście możesz stworzyć fake konto, które służyć będzie tylko Twojej pracy. Czasami nawet w zleceniach znajdziesz taką dyspozycję – stwórz 10 nowych kont i wywołuj sztuczną dyskusję pomiędzy nimi – celem jest przyłączenie się innych osób, tym razem już tych prawdziwych.

Z definicji jednak raczej powinieneś posługiwać się swoim kontem, ponieważ jeśli inni użytkownicy zorientują się, że profil jest fałszywy, bądź niedawno założony, raczej nam nie uwierzą.

Pamiętaj jednak o pewnym ryzyku – jeśli korzystasz ze swojego konta, Twoje posty widzą również Twoi znajomi – właśnie na to liczą marki – na prawdziwe mocne konta z bazą realnych znajomych – to właśnie dzięki temu mogą osiągnąć swoje założenia. Innymi słowy – mając określone zasięgi, możesz stać się influencerem 🙂

Czy dalej wierzysz opiniom w internecie? Choć każdy z nas wie, że to ściema… i tak dalej im ufamy. Tak działa nasz mózg. To trochę przerażające, prawda? Dlatego warto być świadomym tych mechanizmów i choć czasami trzeźwo zapytać siebie – dlaczego chce kupić dany produkt? Czy przypadkiem nie została we mnie wygenerowana tego typu potrzeba?

Na koniec dobrym podsumowaniem może być ciekawa akcja przeprowadzona w Londynie. W skrócie – pewien gość postanowił stworzyć konto nieistniejącej restauracji w TripAdvisor. Dzięki określonym sztuczkom udało mu się osiągnąć pierwsze miejsce na liście najpopularniejszych miejsc w Londynie!

Film trwa ok. 18 minut i stanowi idealne podsumowanie jak działają tego typu portale. Bardzo gorąco polecam i… powodzenia!

 

Cześć! Bardzo mi miło, że czytasz mojego bloga. Chciałbym informować Cię o nowych artykułach, a moi subskrybenci otrzymują też coś ekstra. Chciałbyś się przekonać co to takiego?